Panel logowania
logowanie
Dział download
pobierz
Linki
linki
Forum
forum
Publikuj własne teksty
publikuj
Galerie
galerie
Filmy
filmy
Kartki
kartki
Ogłoszenia
ogłoszenia
Pogoda
pogoda
Strony i blogi
strony/blogi
Poczta
poczta 15gb
REKLAMA / ADVERTISING
>>> OFERTY PRACY FAS
Tłumacz / Słownik PL~EN
Menu główne:
Strona główna
Wiadomości
Wydarzenia
Felietony, porady
Forum
Blogi
Dublin i Irlandia
Przed wyjazdem...
Do załatwienia
Praca
Oferty pracy FAS
Mieszkanie
Transport
Prawo jazdy
Ważne namiary
Partnerzy
Szukaj w serwisie
Zasady korzystania
O Portalu
Napisz do nas
Reklama / Advertising
Pomoc
Logowanie
Użytkownik

Hasło

Zapamiętaj
Przypomnienie hasła
Konto? Zarejestruj się!
Dodaj do ulubionych
 
 
Banner
Strona główna arrow Felietony, porady arrow Felietony, porady arrow Omen
Omen E-mail


Czasami mnie nachodzi... Przyjechawszy z jak zwykle zbyt krótkich wakacji spędzonych w Polsce osiadam ospale w mglistą irlandzką rzeczywistość. Wszystko jawi mi się jakieś bardziej szare niż zwykle – dom jakby mniejszy od tego, za który dwa lata temu podpisałam ćwierćmilionowy cyrograf z bankowym diabłem, góry za oknem niższe niż te, które pamiętam przed wyjazdem, powietrze bardziej wilgotne, robota cięższa, godziny dłuższe.

Z bólem serca patrzę na dziecko, które co rano wstaje rumianoroześmiane, ubiera się w kapelusz i buciki, nalega, by podać jej okulary słoneczne z szuflady i jak mały piesek kręci się smutno koło drzwi broniących dostępu do naszego gniazda irlandzkiej pogodzie. Jak wytłumaczyć półtorarocznej dziewczynce, że na rowerek nie pójdziemy, bo pada tak, że świata nie widać (mała strata) i nawet wrony, ci wszechobecni głosiciele czyśćcowej radości, zwiastuni irlandzkiego lata, zniknęły z bezbarwnego nieba i srają gdzieś zapewne w cichości ducha po dachach naszych steranych samochodów.

Tak zaczyna się przygnębienie klimatyczne. Tzw. lato tego roku nie rozpieściło nas, dysząc pomstą za zeszłoroczne luksusy. Sąsiadka pod moją nieobecność pomalowała chałupę na maskujący kolor stalowoszary a mnie zbiera się na płacz. Dziecko patrzy mądrymi, czarnymi oczkami, współczująco, ale bez zrozumienia. Sama jest Irlandką, i nie dziwny jej deszcz, szarość jej nie przeszkadza. Obuwie, jak większość irlandzkich dzieci uważa za zbędne. Godzi się na nie jedynie jako dodatek stanowiący dopełnienie jakiegoś stroju. Pod warunkiem, że jest skoordynowane kolorystycznie.

Biorę się w garść i korzystając z chwilowej przerwy w dostawie wody niebieskiej gnam na złamanie karku po zaślimaczonych ogrodowych schodach, po drodze zapinając dziecko w pasy przytwierdzone do rowerka. Będzie spacer!
Mijając zarośnięty ogród kolejnej sąsiadki czający się za żółtomalowaną furtką, nie mogę się oprzeć samoumartwieniu.

Dlaczego tak jest, że lecąc do Polski szlag mnie trafia, że wyjeżdżam z Irlandii, diabli mnie biorą na ten cały kram, politykę i inne polskie narodowe buractwa. Dlaczego nie mogę tam wysiedzieć, dlaczego kłócę się z całą rodziną i kręcę się jak g**o w przeręblu w poszukiwaniu ucieczki od wiejskiej sielanki? Dlaczego po powrocie znowu nigdy nie mogę się odnaleźć? Skąd tęsknota do tego, czego serdecznie nie znoszę? Czego ja, panie boże, właściwie chcę i do czego tęsknię? Czy tylko do pogody?

Oczami duszy widzę się, radosną, opaloną, przechadzającą się po jakiejś włoskiej lub hiszpańskiej uliczce. Cieszę się kawą wypitą przy stoliku na zewnątrz maleńkiej restauracyjki, pędzę na zakupy w plenerze, planuję zimowy wyjazd do Szwajcarii. Tymczasem na irlandzkie niebo wyległy gromadnie perfidne wrony, zardzewiałym od deszczu wrzaskiem rozwiewając moją wizję szczęścia idyllicznego. Dziecko, uradowane towarzystwem, plując na prawo i lewo usiłuje powiedzieć ‘ptaszek’. Powstrzymuję się od wyjaśnień, że ptaszek to może być słowik, skowronek, wróbelek. Wrony to czarne blizny na i tak niepięknym niebie, złowróżbne skrzydlate szczury prowincji.

Ptaszyska jakby czując moją niechęć zakotłowały się nagle i wśród jazgotu odleciały nieczułe na ciche afronty i nieme obrzydzenie. Ostatnie z nich w pośpiechu, kracząc niemile upuściło wprost pod moje nogi coś, co wydawało mi się gałązką. Po bliższych oględzinach w oniemieniu zauważyłam, że była to skórka polskiego chleba. Z makiem. Tego z piekarni w Sligo.

Po raz pierwszy niebo odpowiedziało na moje pytanie. Bezpośrednio. Bez alegorii i zamotanych przypowieści. Polski chleb na irlandzkiej ziemi. To nasze przeznaczenie. A tęsknota i zagubienie są do niego przypisane jak te ziarnka maku.

Urszula  Uí Sirideáin

 

<Poprzednia   Następna>
 

Tysiące ofert pracy z całej Irlandii!
Najnowsze ogłoszenia
Kurier Polska - Irlandia - Polska
Usługi (23.11.2017)
Meble kuchenne
Sprzedam (21.11.2017)
Narożnik Calia
Sprzedam (21.11.2017)
Kurier Irlandia-Polska
Drobne (18.11.2017)
Poszukiwany kierowca w piekarni
Dam pracę (16.11.2017)


 
= Ogłoszenie ze zdjęciem
Ostatnio na forum:
1: ANKIETA - Odbiór mediów polonijnych w Irlandii by evelynkie
2: Odp:Szukam księgowej lub biura księgowego w Irlandii by orlabenson1
3: wymiana starej waluty na euro by arthrawn76
4: Jak wam się wiedzie? by bsos13
5: przedtreningówka dla żony by kwauuel
Wiadomości różne
Newsy: Biznes, IT
Mamy wysokie noty!

STRONA NA PIĄTKĘ! w Interia.pl
CZTERY GWIAZDKI! w Onet.pl
DOBRA STRONA! w Gwiazdor.pl