|
W sobotę rano do niemalże każdego z nas, Polaków na emigracji dzwoniła rodzina z Polski, by przekazać informację o tragicznej śmierci naszego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego żony i wielu ważnych osobistości naszego kraju. - Lecieli do Katynia. Samolot nie wylądował, rozbił się w Smoleńsku - mówili. Nie mogliśmy uwierzyć...
Wszyscy włączyliśmy dostępne nam środki przekazu, niektórzy polską telewizję pozostali internet i z przerażaniem przeglądaliśmy relacje. Z czasem zaczęły docierać do nas obrazy z Polski pogrążonej w żałobie i smutku. Widzieliśmy ludzi składających kwiaty, znicze, wpisujących się do ksiąg kondolencyjnych. Nasze serca rozdzierał ten sam żal.
- Trudno było siedzieć przed telewizorem i spokojnie patrzeć na to wszystko - mówi Katarzyna Keringer, która mieszka w Irlandii od trzech lat. Jej mąż Krzysztof wraz z przyjacielem Piotrem Staszczukiem postanowili, że należy również tutaj w irladzkim Dundalk uczcić wspólnie z rodakami pamięć ofiar tragedii . - Poprosiliśmy tutejszą policję o pozwolenie na zgromadzenie na głównym placu pod fontanną. Potem zaczęliśmy wysyłać wiadmości z informacją o spotkaniu do wszystkich znajomych nam Polaków z prośbą o przekazanie jej dalej - opowiada Krzysztof.
W rezultacie w niedzielę o 11 przed fontanną w Dundalk, 30-tysięcznym miesteczku, pojawiło się prawdopodobnie więcej niż stu Polaków. Wielu z nich przyszło całymi rodzinami. Na schodach, wokół zdjęcia prezydenckej pary przepasanego czarną wstążką składadali kwiaty i zapalali świeczki.
Najpierw połączyliśmy się myślami z Polską i również w tym samym czasie co w kraju dwiema minutami ciszy uczciliśmy pamięć ofiar katastrofy. Potem przeczytano list z kondolencjami od wszystkich Polaków z Dundalk skierowany na ręce polskiego Ambasadora w Dublinie: "...poruszeni rozmiarem tragedii i ogromnej straty jaką poniósł nasz kraj, Polska społeczność miasta Dundalk łączy się w bólu i modlitwie z rodzinami ofiar oraz całym narodem polskim..."
Z zainteresowaniem na to co się działo patrzyli inni mieszkańcy miasta, wiedzieli o tragedii, podchodzili i składali nam wyrazy współczucia...
Wracając do domów czuliśmy, że dobre i było to, że udało się nam Polakom spotkać w tak przykrych okolicznościach i spełnić patriotyczny obowiązek oddania czci tragicznie zmarłym przedstawicielom naszego kraju. - Na co dzień każdy z nas żyje własnym życiem i pracą. Dzisiaj, w tej trudnej sytuacji szczególnie czuło się potrzebę integracji naszego polskiego środowiska tutaj, tak daleko od ojczyzny - mówi Małgorzata Pelikan, szczecinianka mieszkająca w Dundalk.
Magdalena Górna Dundalk
Â
Â
|