Panel logowania
logowanie
Dział download
pobierz
Linki
linki
Forum
forum
Publikuj własne teksty
publikuj
Galerie
galerie
Filmy
filmy
Kartki
kartki
Ogłoszenia
ogłoszenia
Pogoda
pogoda
Strony i blogi
strony/blogi
Poczta
poczta 15gb
REKLAMA / ADVERTISING
>>> OFERTY PRACY FAS
Tłumacz / Słownik PL~EN
Menu główne:
Strona główna
Wiadomości
Wydarzenia
Felietony, porady
Forum
Blogi
Dublin i Irlandia
Przed wyjazdem...
Do załatwienia
Praca
Oferty pracy FAS
Mieszkanie
Transport
Prawo jazdy
Ważne namiary
Partnerzy
Szukaj w serwisie
Zasady korzystania
O Portalu
Napisz do nas
Reklama / Advertising
Pomoc
Logowanie
Użytkownik

Hasło

Zapamiętaj
Przypomnienie hasła
Konto? Zarejestruj się!
Dodaj do ulubionych
 
 
Banner
Strona główna arrow Felietony, porady arrow Felietony, porady arrow A kto wyjechał, tego nie ma.
A kto wyjechał, tego nie ma. E-mail


Polacy wyjeżdżają, opuszczają tonący okręt, powiada się. Już mam wizję drobiących po lotnisku rodaków obarczonych torbami i bagażem wszelakim... Każdy klient, każdy rozmówca pyta mnie, czy to zauważalne. Zastanawiając się nad odpowiedzią, poddaję się migawkowym przebłyskom rozmów z bliższymi i dalszymi znajomymi, z których wynika niezbicie, że taka tendencja istnieje. Wyjechali nasi sąsiedzi, bracia, kuzynostwo. Do powrotu na ojczyzny łono gotują się kolejni pociotkowie. Czyli niby tendencja istnieje - słyszalna, jak najbardziej: z drugiej lub trzeciej ręki, ale czy widoczna?




Jadę na zachód - znowu na zachód, w lewo, jak niegdyś. Najpierw do Shannon, bo tam można polatać, potem do Doolin, bo tam zaczęła się moja irlandzkość. Znajomych odwiedzę, pokażę mojemu najlepszemu Irlandię, jakiej nie zna.

Monotonia drogi krajowej z Dublina do Limerick przerwana zaledwie kilkoma rondami, z których większości jeszcze nie widziałam. Najbliższa kawa w McDonald's na obrzeżach jednego z większych miast na tej trasie. Obsługa - Polki. Kolejny przystanek  i kolejna kawa - Shannon, jakiś lokalny O'Brien's: obsługa - Polki. Sprzątkaczka - Polka. Nasz cel w Shannon - świetne, choć ukryte na niedostępnym uboczu, centrum szkolenia pilotów-amatorów. Rozglądam się z niepokojem szukając Magdy, bądź Asi, na próżno. Już prawie oddycham z ulgą, sądząc, że nasycenie rodakiem jest niestuprocentowe, gdy przemiła pani opowiada nam o jakimś precedensowym przypadku robiącego prywatną licencję pilota Polaka. Diabli wiedzą dlaczego, wziąwszy pod uwagę, że jest święcie przekonana, że my sami jesteśmy Włochami. Następny przystanek - Doolin. W razie tzw. W-u nie idziemy do pubu, i spędzamy fantastyczny wieczór w towarzystwie naszych znajomych. Późnym rankiem dnia następnego wyruszamy w poszukiwaniu śniadania. Jest po 12-ej, więc szanse są marne, ale pamiętam, że ze względu na lokalne zwyczaje w Ennistymon serwowano all-day breakfast. Kafejka, która miała taki zwyczaj, już go porzuciła. W odruchu byłej autochtonki wchodzę do wioskowego sklepu zapytać, czy może wiedzą gdzie można o tej godzinie zjeść śniadanie, takie full Irish fry-up. Pani za ladą wzbudza moje podejrzenia ze względu na ilość barw na głowie. Raz kozie death, myślę, i pytam niewzruszona - czy wie gdzie by tu... itd. Pani na to, czy ja "chcem cuś na śniadanie kupić" (tłumaczenie dowolne). Nie chcem, myślę sobie, i z zimną bezczelnością powiadamiam panią, że chyba nie będzie w stanie mi pomóc. Plakietka na mundurku głosi imię nie pozostawiające wątpliwości, co do narodowości w/w pani. Trudno, myślę, wobec tego pojedziemy na lunch do Lahinch. Pierwszy z brzegu pub, pierwsze z brzegu irlandzkie danie, bo to wycieczka kulturalno-oświatowa miała być, i pierwsza z brzegu kelnerka - Polka. W trakcie spożywania lunchu wysłuchaliśmy głębokiej a interesującej konwersacji około 3 polskich klnerek, jednego barmana oraz pana, który wydawał się być odpowiedzialny za dostarczanie artykułów spożywczych do onego establishmentu. Po polsku i ze wszystkimi możliwymi ozdobnikami.



Więc kto, konkretnie, wyjechał? Jak to jest, że w tym kraju, z którego Polacy uciekają jak wyżej wspomniane szczury, nie można wejść do wioskowego sklepu, żeby nie natknąć się na "swojaka"?

Nasycenie rodakiem to nie ujma, ani nie rozczarowanie. Czasami jednak ponosi człowieka nerw nieokiełznany, gdy, usiłując najprostszą rzecz na świecie załatwić, napotyka opór w postaci polskich niespełnionych magistrantek. Przykład - znowu kawa, znowu firma znana z marnej jakości hamburgerów. Forma usługi: drive thru, aby użyć wersji oryginalnej. Pani odbierająca zamówienia: Joanna. Pani wydająca: Irena. Irena wydaje dwie herbaty zamiast dwóch Late. Następnie kłóci się (w miarę swoich możliwości), że to ja złożyłam takie zamówienie. Pyta, czy cukier. I owszem. Nie daje. Proszę o chusteczki, pani podaje rachunek. Prosze raz jeszcze o chusteczki i cukier. Pani obraża się jak ekspedientka z Bulhakowa. Podaje chusteczki, 10 cukrów i prawie podbija mi oko wzrokiem. Wściekła pytam panią, czy następnym razem mam mówić po polsku, żeby mnie należycie obsłużono. Nie czekając na odpowiedź odjeżdżam, nie mając siły zwrócić pani uwagi na to, że wydała mi cudzy rachunek opiewający na około 10 razy więcej niż wynosiło moje zamówienie.  Wychodzi na to, że nie tylko Polacy z Irlandii nie wyjeżdżają, ale wkrótce wszyscy będą zmuszeni nauczyć się naszego języka po to tylko, żeby się podłej kawy napić.

A może kwestia w tym, że wyjechali nie ci, co trzeba...

Urszula Ui Sirideain

www.PolskiExpress.ie

<Poprzednia   Następna>
 

Tysiące ofert pracy z całej Irlandii!
Najnowsze ogłoszenia
Kurier Polska - Irlandia - Polska
Usługi (23.11.2017)
Meble kuchenne
Sprzedam (21.11.2017)
Narożnik Calia
Sprzedam (21.11.2017)
Kurier Irlandia-Polska
Drobne (18.11.2017)
Poszukiwany kierowca w piekarni
Dam pracę (16.11.2017)


 
= Ogłoszenie ze zdjęciem
Ostatnio na forum:
1: ANKIETA - Odbiór mediów polonijnych w Irlandii by evelynkie
2: Odp:Szukam księgowej lub biura księgowego w Irlandii by orlabenson1
3: wymiana starej waluty na euro by arthrawn76
4: Jak wam się wiedzie? by bsos13
5: przedtreningówka dla żony by kwauuel
Wiadomości różne
Newsy: Biznes, IT
Mamy wysokie noty!

STRONA NA PIĄTKĘ! w Interia.pl
CZTERY GWIAZDKI! w Onet.pl
DOBRA STRONA! w Gwiazdor.pl