Panel logowania
logowanie
Dział download
pobierz
Linki
linki
Forum
forum
Publikuj własne teksty
publikuj
Galerie
galerie
Filmy
filmy
Kartki
kartki
Ogłoszenia
ogłoszenia
Pogoda
pogoda
Strony i blogi
strony/blogi
Poczta
poczta 15gb
REKLAMA / ADVERTISING
>>> OFERTY PRACY FAS
Tłumacz / Słownik PL~EN
Menu główne:
Strona główna
Wiadomości
Wydarzenia
Felietony, porady
Forum
Blogi
Dublin i Irlandia
Przed wyjazdem...
Do załatwienia
Praca
Oferty pracy FAS
Mieszkanie
Transport
Prawo jazdy
Ważne namiary
Partnerzy
Szukaj w serwisie
Zasady korzystania
O Portalu
Napisz do nas
Reklama / Advertising
Pomoc
Logowanie
Użytkownik

Hasło

Zapamiętaj
Przypomnienie hasła
Konto? Zarejestruj się!
Dodaj do ulubionych
 
 
Banner
Strona główna arrow Wiadomości arrow Wiadomości arrow Mój wyścig garbusów
Mój wyścig garbusów E-mail


Nie wiem, czy emigracja jest jakąś receptą, ale czasem zazdroszczę tym odważnym, którzy postawili wszystko na jedną kartę – mówi Adam Przegaliński, dziennikarz i pisarz, autor powieści Jutro wyjeżdżam do Laponii.





Twoja historia jest doświadczeniem trudu radzenia sobie z rzeczywistością. Bohaterowie Laponii spokój osiągają dopiero po podjęciu decyzji o wyjeździe z Polski. Uważasz, że nadziei na dobre życie szukać należy poza naszym krajem? Że ludziom z naszego pokolenia jest trudniej zapewnić sobie godne życie?

Nie ma jednej odpowiedzi na te pytania. Moi bohaterowie wcale nie osiągają spokoju w Nowym Jorku czy Montevideo. Owszem, podróż i spotkania z ludźmi są dla nich wartością samą w sobie, ale mają też swoje blizny, o których nikt inny nie wie. Ja sam, jak byłem w Urugwaju (ponad 4 lata, zacząłem tam studia dziennikarskie) poczułem smak życia za granicą i myślę, że samotność wszędzie smakuje podobnie. Czy nam jako pokoleniu 30-latków jest trudniej? Myślę, że nie. Powinniśmy się cieszyć, że nie urodziliśmy się w PRL-u. Teraz jednak jest więcej możliwości, można podróżować, ale jednocześnie żyjemy w jakimś wielkim hipermarkecie, wypranym ze świeżych idei –  z ambitnej kultury w mediach zostały żywe kultury bakterii w jogurtach. Przybywa „bezdomnych” – ludzi, którzy nie odnajdują się we wszechogarniającej gonitwie za pieniędzmi i konsumpcji. Tacy są bohaterowie mojej powieści. Polska to kraj fikcji, fasady – niby jesteśmy w Unii, ale tak naprawdę żyjemy jak obywatele drugiej kategorii według zasady „byle do pierwszego, byle spłacić ratę kredytu”. Nie wiem, czy emigracja jest jakąś receptą, ale czasem zazdroszczę tym odważnym, którzy postawili wszystko na jedną kartę.

Ty w przeciwieństwie do swoich bohaterów nie wyjechałeś, mieszkasz i pracujesz w Warszawie. Czujesz się szczęściarzem, że nie musiałeś wyjeżdżać za chlebem czy może czujesz się – jak Twoi bohaterzy – wystawiony na próbę?

Tak, polska rzeczywistość może człowieka przeczołgać, ale dzięki temu bywa też inspirująca. Właśnie wykańczam mieszkanie na warszawskim Targówku i szczerze mówiąc czasem szlag mnie trafia, gdy widzę realia rodem z serialu „Alternatywy 4” i robotników, moich rodaków, którzy poza pieniędzmi mają wszystko gdzieś. Czasem czuję się w Polsce skazany na te, a nie inne okoliczności - za dużo u nas zwykłego chamstwa i hipokryzji i nie lubi się tych, którzy głośno o tym mówią. Natomiast osobiście jestem zadowolony z tego, że pracuję w zawodzie, udało mi się opublikować książkę i dzięki temu kończę drugą powieść pod roboczym tytułem Pajęczarze. To jest dla mnie bardzo ważne, to jest odskocznia.

Na ile identyfikujesz się ze swoimi bohaterami? Oni też próbują pisać, chodzą tymi ulicami, co Ty, są w podobnym wieku. Czujesz, że sprawdza się teoria mówiąca, że pierwsza książka jest rozliczeniem ze swoim życiem?

Na pewno są w tej książce wątki autobiograficzne, ale są też historie zasłyszane. Dbałem o to, żeby były jak najbardziej autentyczne. To samo dotyczy opisywanych miejsc: Falenicy, Otwocka, Warszawy. Moi bohaterowie są mi bliscy, ale od pewnego momentu postaci zaczynają żyć własnym życiem – dlatego właśnie opowiadanie historii jest tak ekscytujące. To przeciętni warszawiacy, których można zobaczyć na przystankach, jak na coś czekają, czegoś wypatrują.

Adam, Twoja książka jest mocno osadzona w kontekście społecznym. Nie uważasz, że takie zaangażowanie może być szkodliwe dla pisania?

Na pewno za dużo socjologii czy zaangażowania może zaszkodzić dobrej literaturze. Trudno jednak „wyciąć” ludzi z tła, w jakim się znaleźli. Tak jak mówiłem, polska rzeczywistość jest siermiężna i w szerszym planie zawsze wkrada się w kadr. Zależało mi, żeby moje postaci nie były rodem z serialu TVP albo komedii romantycznej, tylko żeby mogły też mówić o smrodzie Dworca Centralnego, absurdach i polskich upiorach. A one nigdy nie śpią.

Tropisz przeszłość miejsc, w których żyjesz i w których żyją Twoi bohaterowie. Ta przeszłość Cię inspiruje i mocniej trzyma w Twoim otoczeniu czy jest od niego odskocznią?

I jedno, i drugie. Interesują mnie pamięć i czas – jak chyba każdego, kto pisze.  Historia to jest takie magiczne pudło, w którym kryją się mniejsze pudełka z ludźmi, ich zdjęcia, wspomnienia. Im więcej czytam o historii Falenicy, Otwocka, tym bardziej brakuje mi wielokulturowych, przedwojennych miasteczek. Np. mijam kamienie poświęcone zagładzie Żydów czy kirkut w Otwocku i utrata, przemijanie, zapomnienie stają się namacalne, dotkliwe. Taki Otwock przed wojną był uzdrowiskiem, które rozkwitało i przyciągało ludzi – po wojnie to gdzieś przepadło. Szkoda, że nie dba się za bardzo o spuściznę i pamięć, zaśmieca się przestrzeń dosłownie i w przenośni.

Dlaczego Warszawa w Twojej powieści jest tak kaleka? Dla wielu to ziemia obiecana. Jej okaleczenie to ciągle skutek wojny? Dlatego wracasz pamięcią do otwockiego getta, by nazywając tamtą traumę radzić sobie z jej skutkami obecnymi?

Do historii getta dotarłem dzięki książkom, głównie Spowiedzi Calka Perechodnika. Otwockie getto było drugim pod względem wielkości w rejonie warszawskim. W Warszawie prawie na każdej ulicy są tablice pamiątkowe. To miasto-cmentarz, miasto-duchów i o tym nie da się zapomnieć. Przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Moi dziadkowie walczyli w Powstaniu, babcia opowiadała mi wiele ciekawych historii z tamtych czasów – była łączniczką, przeżyła Pawiak, bo znała dobrze niemiecki.

Jak to jest być debiutującym pisarzem w Polsce?

Ufff. Najpierw radość, potem dużo rozczarowania i „kocie łby”, kuksańce ze wszystkich stron, bo dla debiutantów nie ma taryfy ulgowej (przynajmniej u niektórych krytyków). Inaczej to sobie wyobrażałem, ale widocznie w życiu trzeba wszystkiego doświadczyć. Ale nie myślę o tym, chcę pisać i tyle. Reszta jest w sumie nieważna. Literatura to „wyścig garbusów”, jak pisał Miłosz, nie jakaś tam lanserka warszawsko-medialna. W końcu chodzi o to, żeby zajrzeć w siebie głębiej i skupić się na tym, co ważne, co boli. A to nigdy nie jest łatwe i przyjemne. Ale usłyszałem też sporo ciepłych słów o książce.

Rozmawiała: Marta Buszko

www.PolskiExpress.ie



<Poprzednia   Następna>
 

Tysiące ofert pracy z całej Irlandii!
Najnowsze ogłoszenia
Stół Gucci
Sprzedam (16.01.2018)
Sprzatanie aparatamentow booking
Usługi (16.01.2018)
Kanapa Lisa
Sprzedam (09.01.2018)
Polskie Centrum Odszkodowań - Twój partner w każdym wypadku
Usługi (08.01.2018)
Kanapa Nevada
Sprzedam (02.01.2018)


 
= Ogłoszenie ze zdjęciem
Ostatnio na forum:
1: ANKIETA - Odbiór mediów polonijnych w Irlandii by evelynkie
2: Odp:Szukam księgowej lub biura księgowego w Irlandii by orlabenson1
3: wymiana starej waluty na euro by arthrawn76
4: Jak wam się wiedzie? by bsos13
5: przedtreningówka dla żony by kwauuel
Wiadomości różne
Newsy: Biznes, IT
Mamy wysokie noty!

STRONA NA PIĄTKĘ! w Interia.pl
CZTERY GWIAZDKI! w Onet.pl
DOBRA STRONA! w Gwiazdor.pl