|
czyli „upside down” teorii Maslowa
Czy słynna piramida potrzeb Maslowa znajduje odzwierciedlenie w życiu przeciętnego, młodego Polaka na emigracji? A może dzisiejsze pragnienia są karykaturą modelowego tworu ludzkich wartości i dążeń? Pomijając potrzeby fizjologiczne, od których nie jesteśmy w stanie się uwolnić, prześledzimy krok po kroku hierarchię potrzeb i sprawdzimy, czy rzeczywiście są one odwieczne i niezmienne.
Potrzeba bezpieczeństwa (potrzeba ładu, porządku, opieki i oparcia) górująca nad potrzebą szacunku i uznania (w tym dobrego statusu materialnego). Taka jest wersja książkowa. Tymczasem tysiące młodych ludzi rezygnuje z ładu i stabilizacji na korzyść lepszej sytuacji materialnej. Wyjeżdżają w niepewne jutro, często nie znając jeszcze adresu zamieszkania, nie mając ani jednej osoby czekającej na lotnisku, by zawieźć ich do domu, nakarmić i zaopiekować się nią. Potrzeba bezpieczeństwa bezpowrotnie przestała wiązać się z tym, co duchowe, a zaczęła oznaczać wszystko to, co materialne. Potrzeba przynależności. Czy jeszcze odczuwana? Statystyki pokazują, iż wielu wyjeżdżających za granicę to ludzie młodzi, absolwenci uczelni, świetnie znający język, czujący się w krajach Europy jak u siebie. Zajmują się swoją pracą tak, jakby robili to w kraju, a fakt, że wchodzą w nowe środowisko, nową kulturę, nie ma większego znaczenia. Przecież podobnie można czuć się zaczynając pracę w Warszawie czy innym większym mieście. A wiec może nawet nie zdają sobie sprawy z istnienia tej potrzeby? Może nie muszą jej zaspokajać? Sięgnijmy na najwyższą półkę. Potrzeba rozwoju... Ile razy natrafiliście na komentarze internautów żalących się, iż pomimo swojego wykształcenia i chęci zdobywania kolejnych naukowych tytułów zarabiają śmieszne pieniądze, za które nie są w stanie utrzymać rodziny? Ilu z nich mówi o przyjeździe na Wyspy? Ilu już przyjechało rezygnując z kariery za 1000 zł? „Jestem doktorem. Ulżyło mi na duszy i teraz chodzę głodny. Dlaczego zarabiam tak mało, by bać się kredytu nawet na 35 lat” – pisze na jednym z forum internetowych internauta o nicku „Dratewka”. I kolejny miażdżący post. „Mam dwoje dzieci, ale nie stać mnie na podjęcie pracy zarobkowej. Brzmi to może absurdalnie, ale taka jest niestety prawda. Zatrudnienie opiekunki, która pod moją nieobecność zajęłaby się maluchami, pochłonęłaby całą moją urzędniczą pensję. Dlatego siedzę w domu. Myślę o wyjeździe” – pisze Iwona M., mama Marianki i Oli. Ślepy zaułek. Rodzina czy kariera? Kariera czy godne życie? Pieniądze czy rodzina? Dlaczego od kilku lat spada przyrost naturalny? Może nie odczuwamy już potrzeby miłości do własnego dziecka? Wygląda na to, iż to nie jest już potrzeba, a jedynie przywilej zarezerwowany dla nielicznych. Rezygnujemy z miłości, bo brak nam poczucia bezpieczeństwa, iż miłość tę zdołamy wyżywić. A jak jest z wolną wolą człowieka, czyli możliwością wyboru? Przeciętny Kowalski czasami jest wprost „zmuszony” do rozwoju. Musi nauczyć się języka, by zaspokoić potrzebę ładu i bezpieczeństwa. A co z potrzebą odpoczynku? Odczuwa ją oczywiście, ale czy ma możliwość ją zaspokoić? Czy odpoczynek zawsze będzie się wiązał z polegiwaniem na sofie, zamiast z możliwością zwiedzenia innych miast, nie mówiąc już o innych krajach? Czy czuje się bezpiecznie ze świadomością, że gdy przyjdzie do niego dziecko prosząc o pieniądze na wycieczkę, będzie zmuszony odwrócić wzrok i wymamrotać coś w stylu: „następnym razem”? Przewartościowały się więc i zmieniły znaczenia. Maslow na pewno przewraca się w grobie, nie tak miało przecież być. Cała jego koncepcja potrzeb w większości zależna jest dziś od tego jednego szczebelka. Inne pokruszyły się już dawno... Szannya |