Panel logowania
logowanie
Dział download
pobierz
Linki
linki
Forum
forum
Publikuj własne teksty
publikuj
Galerie
galerie
Filmy
filmy
Kartki
kartki
Ogłoszenia
ogłoszenia
Pogoda
pogoda
Strony i blogi
strony/blogi
Poczta
poczta 15gb
REKLAMA / ADVERTISING
>>> OFERTY PRACY FAS
Tłumacz / Słownik PL~EN
Menu główne:
Strona główna
Wiadomości
Wydarzenia
Felietony, porady
Forum
Blogi
Dublin i Irlandia
Przed wyjazdem...
Do załatwienia
Praca
Oferty pracy FAS
Mieszkanie
Transport
Prawo jazdy
Ważne namiary
Partnerzy
Szukaj w serwisie
Zasady korzystania
O Portalu
Napisz do nas
Reklama / Advertising
Pomoc
Logowanie
Użytkownik

Hasło

Zapamiętaj
Przypomnienie hasła
Konto? Zarejestruj się!
Dodaj do ulubionych
 
 
Banner
Strona główna arrow Wydarzenia arrow Wydarzenia arrow Szczęście, dobre wróżki i solidny biznesplan
Szczęście, dobre wróżki i solidny biznesplan E-mail


Talenty są po to, by je pomnażać. Nawet, jeśli to ryzykowna gra. Z Agatą Stoińską, fotografką mody, która zainaugurowała właśnie unikalną przestrzeń artystyczną, D-light Studios, rozmawia Anna Paś.


W Ewangelii wg. Św. Mateusza znajdziecie przypowieść o talentach: wybierając się w podróż, dobry pan rozdał je trzem swoim sługom na przechowanie. Pierwszy – puścił je w obieg, więc zwrócić mógł panu pomnożoną kwotę. Drugi – również zainwestował i mógł oddać pożyczkę z zyskiem. Trzeci zaś zakopał swój talent w ziemi i oddał, niezmieniony, panu. Ten zaś pochwalił dwóch pierwszych poddanych, karcąc trzeciego za zmarnotrawienie swojej szansy.

Bo talenty są po to, by je pomnażać. Nawet, jeśli to ryzykowna gra. Z Agatą Stoińską, fotografką mody, która zainaugurowała właśnie unikalną przestrzeń artystyczną, D-light Studios, rozmawia Anna Paś.

- Irlandia to nie jest Twój pierwszy przystanek, więc skąd się tu wzięłaś?
- Do Irlandii przyjechałam ponad 5 i pół roku temu, a wszystko za sprawą tego, iż po studiach okazało się, że w Polsce nie ma pracy dla architektów. Wcześniej już byłam na stypendium w Stanach Zjednoczonych, ale niestety, nie przedłużono mi wizy, a że wtedy już zaczęło się mówić o pracy w architekturze w Irlandii i Wielkiej Brytanii, przygotowane dla Amerykanów CV wysłałam tutaj i postanowiłam zobaczyć, co z tego wyjdzie. W tak zwanym międzyczasie dostałam pracę w jakimś marnym biurze projektowym w Polsce i studiowałam jeszcze fotografię w Warszawie, aż nagle wszystko się skumulowało: zadzwonił telefon z Dublina, dostałam propozycję robienia fotosów do „Pręg” i na to wszystko nałożyły się problemy zdrowotne... Postanowiłam, że jeśli to uda mi się przezwyciężyć, wszystko się poukłada. Więc w ramach przygotowywania się do operacji robiłam „Pręgi”, zwolniłam się z pracy, tydzień po wyjściu ze szpitala wyjechałam do Dublina, skąd później – raz na jakiś czas – mój wyrozumiały szef zwalniał mnie, bym mogła robić sesje i projekty filmowe.

- Aż w końcu na dobre odeszłaś od biurka kreślarskiego?
- Tak, ale była to racjonalna decyzja i choć nie kierowałam się emocjami, moi rodzice czy ciotki przez długi jeszcze czas dzwonili, by się upewnić, czy może udałoby się to jeszcze „odkręcić”, może przeprosić szefa, czy może mogłabym jakoś wrócić do tej architektury (śmiech).

- Czego tak się bały te ciotki ze Skarżyska?
- Chyba tego, że zupełnie upadłam na głowę (śmiech)! Nikt nie traktował mojej pracy poważnie, bo co to niby znaczy, że robię zdjęcia. A dla mnie już wtedy był to sposób na życie, opowiedzenie historii, pokazanie zamkniętego, przemyślanego projektu. To nie chodziło tylko o zrobienie tego zdjęcia, ale przygotowanie całej sesji, zebranie rekwizytów, ubrań, ćwiczenie różnych makijaży czy fryzur... A dopiero na końcu pojawiały się odbitki, wywoływane wtedy jeszcze w ciemni. To trochę jak w architekturze, tyle, że tam część twórcza zabierała mnóstwo czasu i efekt końcowy zwykle przefiltrowany był przez wizje tysiąca osób, przepisów, koncepcji klienta. A ja chciałam tworzyć i zobaczyć efekt od razu. I w pełni za niego odpowiadać. Od architektury odeszłam, bowiem miałam też poczucie, że nie będę w tym nigdy najlepsza. Mogę być dobra, ale nie najlepsza. A w fotografii ciągle nie wiem... 

- Zazdrościsz innym dobrych zdjęć?
- Jest w tym zdrowa konkurencja: jeśli widzę u kogoś lepsze zdjęcia, to mnie od razu dopinguje. Myślę, co można by z tym pomysłem dalej zrobić, jak go wykorzystać, zmodyfikować. To ciągła podróż, wciąż coś nowego odkrywam...

- Ale ta transformacja z pani architekt w fotografkę największych magazynów mody nie dokonała się za dotknięciem czarodziejskiej różczki, z dnia na dzień?
- Z uwagi na to, że odeszłam z zawodu, miałam trochę poczucie straconego czasu: nie miałam nastu lat, by próbować małymi krokami, wiec po prostu musiałam nadrobić ten czas. Oznaczało to robienie mnóstwa zdjęć, chodzenie na spotkania, poznawanie ludzi, pokazywanie im zdjęć, dzwonienie...

- Aż pojawiła się dobra wróżka...
- Mój dzień zaczynał się wcześnie rano od dzwonienia, chodzenia po agencjach modelek, pokazywania portfolio, któremu nadal brakowało sesji z profesjonalnymi modelkami. Aż trafiłam na Rebeccę Morgan z Morgan Agency, która jest dziś moją agentką. Spodobały się jej moje zdjęcia i zaproponowała mi zrobienie kilku sesji jej modelkom. Na początku byłam mocno nieusatysfakcjonowana: „jak to, za darmo?!”. Ale szybko się przekonałam, że tak się właśnie tutaj zaczyna. Więc na początku musisz zacisnąć zęby i popracować nawet za darmo – to jest bowiem szansa, jaką dostajesz.

- Bo czy nie jest tak, że ten światek irlandzkiej mody i fotografii, to trochę zamknięty krąg wzajemnej adoracji?
- Trochę tak – to maleńkie środowisko i na początku trudno do niego wejść, ale zaraz ani się obejrzysz, a już wszystkich wokół znasz.

- Jak zatem wyglądała Twoja inicjacja do tego zaklętego kręgu?
- Wszystko potoczyło się bardzo szybko. W zasadzie moja pierwsza sesja testowa przyniosła mi klienta – w tamtym czasie House of Colour szukał fotografa, ale nie miał dużego budżetu. W agencji pokazano im moje zdjęcia, zgodzili się wziąć mnie na próbę i ... wygrali tym zdjęciem konkurs L’Oreal! I to był moment, kiedy moja agencja spojrzała na mnie przychylniej – dostałam wtedy spis adresów i kontaktów do agencji reklamowych i magazynów, więc zaczęłam sama dzwonić i szukać kolejnych klientów, rozbudowując w tym czasie portfolio i robiąc coraz więcej profesjonalnych sesji. I znów Rebecca okazywała się bardzo pomocna, ucząc mnie, czego się wystrzegać, co należy do moich obowiązków - bardzo mi pomogła.

- Zatem łut szczęścia, dobra wróżka, ale i determinacja oraz ciężka praca?
- Zdecydowanie! Uważam, że szczęście spotyka tych, którzy po nie sięgają... W lotto można wygrać, jeśli się kupi los. Podobnie z pracą: jeśli masz do obejścia dziesięć magazynów, odwiedź je po trzy razy – w końcu ktoś zechce z tobą porozmawiać. Łudzenie się, ze skoro wysłaliśmy maila, to powinni oddzwonić ... nie liczyłabym na to.

- Z angażem do „Pręg” też będziesz się upierać, że to tylko łut szczęścia?
- Te fotosy to zabawna historia... Kiedy jeszcze studiowałam fotografię, jeden znajomy zaprosił mnie do udziału w realizacji jego etiudy studenckiej. Na miejscu okazało się, że to nie byle jaki projekt, bowiem udało mu się zatrudnić Michała Żebrowskiego. Po wszystkim miałam tylko kłopot, bo nie wiedziałam, jak mam się z nimi rozliczyć za te zdjęcia. Przypomniało mi się, że koleżanka wyszła za operatora filmowego, więc może on będzie znał stawki dla fotosistów? Marcin Koszałka stawek nie znał, ale – jakimś pokrętnym sposobem – zapamiętał mnie jako osobę, robiącą profesjonalnie zdjęcia do filmów i namówił do powstającego wówczas projektu „Pręg”. Wtedy też poznałam Magdę Piekorz, zaprzyjaźniłyśmy się, więc chętnie wzięłam udział w tym projekcie, choć wtedy była to tylko zbieranina debiutantów. Nikt z nas nie spodziewał się tego sukcesu...

- I znów okazało się, że warto było ryzykować. Czy dziś czujesz jeszcze ten dreszcz nieznanego, robiąc sesje mody dla klientów, kiedy wszystko musi być obliczone na efekt, którym jest przecież sprzedaż tego paska, sukienki, torebki?
- Komponuję zdjęcie w taki sposób, w jaki komponuje się przestrzeń w architekturze. Wybieram też światło dzienne, bo je najlepiej czuję. A łącznikiem jest historia – zawsze staram się coś opowiedzieć, nawet jeśli zdjęcia są czysto graficzne, chodzi o to, żebyś mogła się zastanowić: dlaczego ta modelka ma taki nieobecny wzrok, a może patrzy na ciebie jak lalka, a może myśli właśnie o mężu, który ją zdradził... Najbardziej lubię, kiedy zaczynasz myśleć, a te ubrania to tylko rekwizyty. Zresztą, dlatego też robię własne wystawy, by tworzyć już bez tych ograniczeń, kiedy mogę sama wybierać ubrania, albo ich brak, światło, modelki, wnętrza...

- Czy projekt D-light Studios jest też wykalkulowanym ryzykiem z dużą dawką wiary w łut szczęścia?
- Był jeden taki wieczór, kiedy nagle cała kilkumiesięczna praca, związana z aranżowaniem studio, stanęła pod znakiem zapytania: wycofał się inwestor, terminy goniły, wszystko waliło się w oczach. Potrzebowałam spokojnie pomyśleć, co dalej i zupełnie przypadkiem, trafiłam do kościoła, gdzie właśnie trwała msza. Kiedy tylko weszłam do środka, usłyszałam słowa: „Masz talent i nie zmarnuj go! Zaryzykuj!” – to było jak nakaz od Boga, więc musiało się udać (śmiech).

- Pomysł na D-light Studios przypomina mi założenia takiego trochę nowocześniejszego domu kultury...
- To przestrzeń multimedialna, którą oddawać ma ideę D-light: jako świeżej, nowatorskiej koncepcji, otwarcia się na pomysły, opłacalnego ryzyka. To nie tylko miejsce do robienia zdjęć – to świetna przestrzeń na wszelkiego rodzaju przedsięwzięcia artystyczne, wystawy, pokazy mody, plenery teledysków. D-light to platforma, gdzie spotkać się mogą kreatywni ludzie z Dublina i całej Irlandii. Miejsce, gdzie możemy pomnażać nasze talenty... 


Agata Stoińska – 30 lat. Architektka z zawodu, fotografka z powołania. Publikowała m.in. w Life-Sunday Independent, Image, Irish Tatler, Totally Dublin. Jako fotosistka pracowała przy filmach: „Pręgi”, „Kochankowie z Marony”, „Senność”. W lutym 2009 uruchomiła własną przestrzeń wystawienniczo-studyjną, D-light Studios.
www.stoinska.com


D-light Studios
46 North Great
Clarence Street
Dublin 1
Phone: +353 (01) 8196730/1
Email:

Specyfikacje techniczne:

- budynek to 150-letnia hala pofabryczna;
- dwie niezależne przestrzenie studyjne (175 m2 oraz 200 m2)
- lokalizacja: centrum Dublina, nieopodal Connolly Station
- unikalna przestrzeń architektoniczna: wapienne i ceglane mury, masywne belki stropowe, przeszklony dach;
- oba studia wyposażone są w pokoje do charakteryzacji, z dostępem do kuchni, toalet, antresoli oraz ciemni (w przygotowaniu)
- studio umożliwia realizację wielkoskalowych przedsięwzięć, m. in. Dzięki obecności rampy wjazdowej, z której korzystać mogą samochody oraz możliwości zaaranżowania przestrzeni na potrzeby sali kinowej, wybiegu dla modelek, sali wystawienniczej oraz koncertów;
- projekt współfinansowany przez Dublin City Enterprise Board.

www.PolskiExpress.ie

 

<Poprzednia   Następna>
 

Tysiące ofert pracy z całej Irlandii!
Najnowsze ogłoszenia
Kurier Irlandia-Polska
Drobne (18.11.2017)
Poszukiwany kierowca w piekarni
Dam pracę (16.11.2017)
Przelewy pieniezne z Irlandii do Polski
Usługi (14.11.2017)
Zestaw wypoczynkowy Luxemburg
Sprzedam (14.11.2017)
Tlumacz przysiegly - Dublin i cala IRL
Drobne (08.11.2017)


 
= Ogłoszenie ze zdjęciem
Ostatnio na forum:
1: ANKIETA - Odbiór mediów polonijnych w Irlandii by evelynkie
2: Odp:Szukam księgowej lub biura księgowego w Irlandii by orlabenson1
3: wymiana starej waluty na euro by arthrawn76
4: Jak wam się wiedzie? by bsos13
5: przedtreningówka dla żony by kwauuel
Wiadomości różne
Newsy: Biznes, IT
Mamy wysokie noty!

STRONA NA PIĄTKĘ! w Interia.pl
CZTERY GWIAZDKI! w Onet.pl
DOBRA STRONA! w Gwiazdor.pl