|
Można rozpocząć dietę odchudzającą. Można z psem na spacer wyjść przed północą i wciąż będzie jasno. Można jechać na Bull Island, kiedy leje deszcz i spotkać setkę kitesurferów. Można pomalować paznokcie na czerwono. Można posiać sałatę i rzodkiewkę w ogródku za domem. Można plewić sałatę i rzodkiewkę za domem. Można dosiać koperek i bazylię w doniczce. Można iść do kina. Można iść do kina na świeżym powietrzu, o ile nie leje jak z cebra. Można wypożyczyć dvd. Można iść do koleżanki na oglądanie dvd. Można iść do teatru. Można iść na koncert w Farmleigh.

Można iść na kurs salsy lub tango. Można zapisać się na portugalski. Można zacząć konwersacje po hiszpańsku w parku z chłopakiem przyjaciółki. Można iść z kolegą z pracy na lunch. Można zaprosić znajomych na kolację. Można w niedzielę upiec ciasto, posiłkując się telefonem do mamy lub tysiącem witryn w Internecie. Można ugotować zupę pomidorową. Można zajadać się truskawkami ze śmietaną. Można zapisać się do fitness clubu. Można dwa razy w tygodniu chodzić na solarium. Można co czwartek rano iść na basen. Można co wieczór trenować do dublińskiego maratonu w październiku. Można iść na mecz hurlingu. Można iść na mecz Dublin vs. Westmeath. Można jechać do Limerick na finały ligi rugby. Można jechać do Cork na koncert Massive Attack. Można jechać do Galway na największe w Irlandii wyścigi koni. Można jechać do Kilkenny na festiwal sztuki. Można jechać do Londynu na wystawę mody ulicznej w Tate. Można jechać do Nowego Jorku na tanie zakupy (kurs dolara bije dolne rekordy!) i po zdjęcie, zrobione ze szczytu Rockefeller Building. Można jechać do Marrakeszu, gdzie za noc w hotelu zapłaci się maksymalnie 10 euro. Można jechać do Hong Kongu, gdzie za bilet zapłacimy prawie tysiąc euro. Można jechać do Australii i zostać na drugiej półkuli na dobre. Można jechać do Rzeszowa, a stamtąd wybrać się w Bieszczady. Można jechać na lotnisko w Dublinie, by odebrać przyjaciółkę ze studiów, która wpadła w odwiedziny. Można pojechać do Bray i pozbierać muszelki. Można pojechać na Smithfield i iść na guinnessa do Cobblestone. Można iść do Thomas Read na heinekena. Można iść do Pravdy na Żywca. Można iść do Cafe Cagliostro na kawę z trzycentymetrową pianką. Można iść do Pinxos na czerwone wino, tapas i ploteczki z przyjaciółkami. Można zamknąć się w pokoju i rozmyślać. Można w kuchni czytać gazety. Można w livingroomie nadrabiać zaległości w literaturze pięknej. Można na balkonie pisać list do mamy. Można w parku czytać list od chłopaka. Można w klubie pisać sms do „chłopaka-to-be”. Można się zakochać. Można skończyć zły związek. Można zdradzić. Można powiedzieć na ołtarzu „tak”. Można w łazience odczytać na teście ciążowym plusik. Można w klinice, robiącej testy na obecność wirusa hiv, odczytać minusik. Można się popłakać ze szczęścia. Można zacisnąć zęby w gorzkim uśmiechu. Można powiedzieć komuś coś, o czym nie mówiliśmy nikomu innemu. Można przemilczeć to jedno niewłaściwe zdanie. Można móc tyle różnych rzeczy. Nawet, jeśli irlandzkie lato w 92% składa się z wody. Pozdrawiam słonecznie, Anna Paś Redaktor Naczelna „Polski Express” |