|
„Kto jest za granicÄ…, porusza siÄ™ wysoko nad ziemiÄ… w pustej przestrzeni i nie ma pod sobÄ… siatki asekuracyjnej, którÄ… daje czÅ‚owiekowi jego wÅ‚asny kraj, gdzie ma rodzinÄ™, kolegów, przyjacióÅ‚ i gdzie bez trudu porozumie siÄ™ w jÄ™zyku znanym od dzieciÅ„stwa” – pisaÅ‚ przed zgoÅ‚a 25 laty Milan Kundera. Å»ycie za granicÄ… to skakanie na trapezie, wysoko, pod sufitem cyrkowej budy, bez liny, bez uprzęży, bez miÄ™kkich poduszek wyÅ›cieÅ‚ajÄ…cych podÅ‚ogÄ™. Kto jest za granicÄ… grunt ma może niepewny, ale wzlecieć może ponad chmurami, gdzie Å›wieci inne sÅ‚oÅ„ce.

Socjologowie, specjaliÅ›ci od wiÄ™zi miÄ™dzyludzkich i wszelkiej maÅ›ci badacze kultury zaÅ‚amujÄ… rÄ™ce nad katastrofalnÄ… w skutki sytuacjÄ… rodzin, przyjaźni i zwiÄ…zków lokalnych wspólnot, jakie erodujÄ… pod wpÅ‚ywem wyjazdów milionów mÅ‚odych na emigracjÄ™. Nici, łączÄ…ce nas ze znajomym od lat podwórkiem rwÄ… siÄ™, szarpane zachodnioeuropejskim poÅ›piechem, nadgodzinami, tysiÄ…cem kuszÄ…cych ofert na zapeÅ‚nienie wolnego od pracy czasu. Pozostawione za granicznÄ… bramkÄ… żony, córki, synowie uczÄ… siÄ™ samodzielnego życia, obchodzÄ…cego nieobecność Pana Domu z nabożnym niemal wypeÅ‚nianiem sakramentu sobotniej rozmowy przez telefon, misterium internetowej wizji przez kamerkÄ™ Skype i komunii comiesiÄ™cznych przelewów życiodajnych euro. Przyjaciele ze studiów, z którymi podczas nocnych rozmów niejeden Å›wiat siÄ™ z posad ruszyÅ‚o, wyfrunÄ™li rychÅ‚o z akademickiego gniazda, by wić swoje wÅ‚asne, już z maÅ‚ymi, z gołąbeczkÄ…, z komfortowym m4 i raportem dla szefa dwudziestego każdego miesiÄ…ca... A gdzie te noce szalone, kiedy zÅ‚ociste inkarnacje podgórskich miast, z żywiecczyzny czy Tychów piliÅ›my, nie baczÄ…c na jutro, bo liczy siÄ™ przecież, by teraz, wspólnie, tutaj, razem... I skoÅ„czyÅ‚o siÄ™. Z walizkÄ…, paszportem i mapÄ… Dublina te stare Å›wiaty jakoÅ› nie chciaÅ‚y, czÄ™sto nie mogÅ‚y, siÄ™ naÅ‚ożyć. Bo jak tu z kolegami z podwórka wypić na Å‚aweczce jakiegoÅ› browara pod wieczór, kiedy w Irlandii ani bloków, ani Å‚aweczek za wiele nie ma, nie wspominajÄ…c już o tym, że przecież wieczorny ‘shift’ pÅ‚atny jest podwójnie, wiÄ™c zamiast wypić jedno takie piwko w godzinÄ™, zarobić można na dziesięć takich. Z rodzinÄ…, żonÄ… i dzieciakami też nie sposób, bo to jakoÅ› najpierw trzeba siÄ™ urzÄ…dzić, a w wynajmowanym domu to przecież sami faceci mieszkajÄ…, po dwóch w jednym pokoju. Jak tu wiÄ™c kazać jej zostawić te prodiże, zapasy poÅ›cieli, szafkÄ™ z nasionami na wiosnÄ™ i nowÄ… pralkÄ™, i kazać siÄ™ tak od razu, tutaj, do tego namiotu cyrkowego bez asekuracji sprowadzać? Niech poczekajÄ… chwilÄ™, zresztÄ…, przecież o nich dbam, pieniÄ…dze wysyÅ‚am jak trzeba a i raz na póÅ‚ roku przemÄ™czÄ™ siÄ™ tym samolotem i busem, żeby ich zobaczyć, posiedzieć z dwa tygodnie, podoglÄ…dać czy nowy dom równo budujÄ…, a jak przyjdzie pora lecieć z powrotem, to i nawet dobrze, bo dzieciaki takie urwisy, a wieczorem to by czÅ‚owiek chÄ™tnie po prostu posiedziaÅ‚ przed telewizorem, zamiast tych odwiedzin, zakupów, urzÄ™dów... A przyjaciele, ci na dobre i na zÅ‚e, na zawsze, na Å›mierć i życie, bo przecież na tych samych falach i bez sÅ‚ów...? Widujesz ich w waszej starej knajpce, gdzie oni sami od czasu absolutorium spotkali siÄ™ może ze trzy razy. Ten już dzieci, tamta zakopana w doktoracie, wiÄ™c wypija tylko jednego merlota i biegnie do książek, tamci potrafiÄ… tylko o pÅ‚ytkach, dywanikach i cenach zasÅ‚onek w nowym mieszkanku, jakie – na kredyt bo na kredyt – ale wÅ‚asne, swoje powoli siÄ™ urzÄ…dza. I rozrzuciÅ‚o ich, podobnie, po caÅ‚ym kraju, innych nawet za wielkÄ… lub mniejszÄ… wodÄ™, gdzie mÅ‚odzieÅ„cze ideaÅ‚y przekuwajÄ… na realistyczne potrzeby, marzenia i plany, a na spotkanie starej paczki już czasu jakby mniej. I tylko dziÄ™ki bogu za naszÄ…-klasÄ™, z której dowiedzieć siÄ™ wszystkiego o ich losach można szybko, Å‚atwo i przed ekranem wÅ‚asnego komputera. Z pozostawionymi w kraju ludźmi jest trochÄ™ jak z komunÄ… – nasi rodzice, pytani, jak im siÄ™ wówczas żyÅ‚o, ponarzekajÄ… na kolejki, szare ulice i wiecznÄ… prowizorkÄ™, ale z Å‚ezkÄ… w oku wspominać bÄ™dÄ… wczasy zakÅ‚adowe w Krynicy, imieniny u Pani Ali, na których może i brakowaÅ‚o Å‚ososia czy koktajlu z krewetek, ale za to Pan Czasio opowiadaÅ‚ takie pieprzne dowcipy, że wszystkim aż kapcie ze Å›miechu spadaÅ‚y. „Oj, to byÅ‚y czasy!” – mówimy, wspominajÄ…c jakieÅ› tam „kiedyÅ›” i zżymamy siÄ™, że dzisiaj to już nie to samo. I racja. Ani ta rodzina, rozdzielona granicznym sÅ‚upkiem, nie bezie trwaÅ‚a taka sama. Ani koledzy z blokowiska nie zamarynujÄ… siÄ™ w jakimÅ› wiecznotrwaÅ‚ym sosie, by zawsze na nas czekać na tej samej Å‚awce. Ani przyjaciele nie zatrzymajÄ… siÄ™ na nieruchomym progu Pod StudenckÄ… NiefrasobliwoÅ›ciÄ…, by wiecznie okupować te knajpy, te nocne rozmowy, te przyszÅ‚oÅ›ci mgliste a jasne. I ani siÄ™ obejrzeć, a smÄ™tnie zwisajÄ…ce nitki „stamtÄ…d” zaczynajÄ… siÄ™ czepiać nitek tutaj. Wiążą siÄ™, kłębiÄ…, niektóre splatajÄ… w pogmatwane supeÅ‚ki, inne luźno czekajÄ…, by naprężyć je kolejnym wspólnym wyjÅ›ciem na obiad, do kina, wyjazdem na klify... Raz na jakiÅ› czas nitka siÄ™ zrywa, ucieka, zdmuchuje jÄ… przeciÄ…g przeprowadzki, zmiany pracy czy podmuch z silników odlatujÄ…cego gdzieÅ› dalej samolotu. Albo taka jedna nitka oplata, przyciÄ…ga, zwiÄ…zuje siÄ™ kokardkÄ… z naszÄ…, aż w koÅ„cu w ambasadzie przybywa kolejny akt Å›lubu do wypisania, a może i przy okazji niech pani przygotuje też akt urodzenia... I dryfuje sobie czÅ‚owiek pod niebem wysokim, obcym, a trochÄ™ już swoim, a pod stopami coÅ› siÄ™ plÄ…cze, krzyżuje, napina – siatka relacji, zwiÄ…zków, numerów telefonów, spotkaÅ„, wspólnych wypadów i proszonych kolacji, siatka kontaktów. Siatka miejsc, siatka jÄ™zyka. Siatka bezpieczeÅ„stwa. Z pozdrowieniami, Anna PaÅ› Redaktor Naczelna „Polski Express” |