Panel logowania
logowanie
Dział download
pobierz
Linki
linki
Forum
forum
Publikuj własne teksty
publikuj
Galerie
galerie
Filmy
filmy
Kartki
kartki
Ogłoszenia
ogłoszenia
Pogoda
pogoda
Strony i blogi
strony/blogi
Poczta
poczta 15gb
REKLAMA / ADVERTISING
>>> OFERTY PRACY FAS
Tłumacz / Słownik PL~EN
Menu główne:
Strona główna
Wiadomości
Wydarzenia
Felietony, porady
Forum
Blogi
Dublin i Irlandia
Przed wyjazdem...
Do załatwienia
Praca
Oferty pracy FAS
Mieszkanie
Transport
Prawo jazdy
Ważne namiary
Partnerzy
Szukaj w serwisie
Zasady korzystania
O Portalu
Napisz do nas
Reklama / Advertising
Pomoc
Logowanie
Użytkownik

Hasło

Zapamiętaj
Przypomnienie hasła
Konto? Zarejestruj się!
Dodaj do ulubionych
 
 
Banner
Strona główna arrow Felietony, porady arrow Felietony, porady arrow W sieci
W sieci E-mail


„Kto jest za granicą, porusza się wysoko nad ziemią w pustej przestrzeni i nie ma pod sobą siatki asekuracyjnej, którą daje człowiekowi jego własny kraj, gdzie ma rodzinę, kolegów, przyjaciół i gdzie bez trudu porozumie się w języku znanym od dzieciństwa” – pisał przed zgoła 25 laty Milan Kundera. Życie za granicą to skakanie na trapezie, wysoko, pod sufitem cyrkowej budy, bez liny, bez uprzęży, bez miękkich poduszek wyściełających podłogę. Kto jest za granicą grunt ma może niepewny, ale wzlecieć może ponad chmurami, gdzie świeci inne słońce.

Socjologowie, specjaliści od więzi międzyludzkich i wszelkiej maści badacze kultury załamują ręce nad katastrofalną w skutki sytuacją rodzin, przyjaźni i związków lokalnych wspólnot, jakie erodują pod wpływem wyjazdów milionów młodych na emigrację. Nici, łączące nas ze znajomym od lat podwórkiem rwą się, szarpane zachodnioeuropejskim pośpiechem, nadgodzinami, tysiącem kuszących ofert na zapełnienie wolnego od pracy czasu.

Pozostawione za graniczną bramką żony, córki, synowie uczą się samodzielnego życia, obchodzącego nieobecność Pana Domu z nabożnym niemal wypełnianiem sakramentu sobotniej rozmowy przez telefon, misterium internetowej wizji przez kamerkę Skype i komunii comiesięcznych przelewów życiodajnych euro. Przyjaciele ze studiów, z którymi podczas nocnych rozmów niejeden świat się z posad ruszyło, wyfrunęli rychło z akademickiego gniazda, by wić swoje własne, już z małymi, z gołąbeczką, z komfortowym m4 i raportem dla szefa dwudziestego każdego miesiąca... A gdzie te noce szalone, kiedy złociste inkarnacje podgórskich miast, z żywiecczyzny czy Tychów piliśmy, nie bacząc na jutro, bo liczy się przecież, by teraz, wspólnie, tutaj, razem...

I skończyło się. Z walizką, paszportem i mapą Dublina te stare światy jakoś nie chciały, często nie mogły, się nałożyć. Bo jak tu z kolegami z podwórka wypić na ławeczce jakiegoś browara pod wieczór, kiedy w Irlandii ani bloków, ani ławeczek za wiele nie ma, nie wspominając już o tym, że przecież wieczorny ‘shift’ płatny jest podwójnie, więc zamiast wypić jedno takie piwko w godzinę, zarobić można na dziesięć takich.

Z rodziną, żoną i dzieciakami też nie sposób, bo to jakoś najpierw trzeba się urządzić, a w wynajmowanym domu to przecież sami faceci mieszkają, po dwóch w jednym pokoju. Jak tu więc kazać jej zostawić te prodiże, zapasy pościeli, szafkę z nasionami na wiosnę i nową pralkę, i kazać się tak od razu, tutaj, do tego namiotu cyrkowego bez asekuracji sprowadzać? Niech poczekają chwilę, zresztą, przecież o nich dbam, pieniądze wysyłam jak trzeba a i raz na pół roku przemęczę się tym samolotem i busem, żeby ich zobaczyć, posiedzieć z dwa tygodnie, podoglądać czy nowy dom równo budują, a jak przyjdzie pora lecieć z powrotem, to i nawet dobrze, bo dzieciaki takie urwisy, a wieczorem to by człowiek chętnie po prostu posiedział przed telewizorem, zamiast tych odwiedzin, zakupów, urzędów...

A przyjaciele, ci na dobre i na złe, na zawsze, na śmierć i życie, bo przecież na tych samych falach i bez słów...? Widujesz ich w waszej starej knajpce, gdzie oni sami od czasu absolutorium spotkali się może ze trzy razy. Ten już dzieci, tamta zakopana w doktoracie, więc wypija tylko jednego merlota i biegnie do książek, tamci potrafią tylko o płytkach, dywanikach i cenach zasłonek w nowym mieszkanku, jakie – na kredyt bo na kredyt – ale własne, swoje powoli się urządza. I rozrzuciło ich, podobnie, po całym kraju, innych nawet za wielką lub mniejszą wodę, gdzie młodzieńcze ideały przekuwają na realistyczne potrzeby, marzenia i plany, a na spotkanie starej paczki już czasu jakby mniej. I tylko dzięki bogu za naszą-klasę, z której dowiedzieć się wszystkiego o ich losach można szybko, łatwo i przed ekranem własnego komputera.

Z pozostawionymi w kraju ludźmi jest trochę jak z komuną – nasi rodzice, pytani, jak im się wówczas żyło, ponarzekają na kolejki, szare ulice i wieczną prowizorkę, ale z łezką w oku wspominać będą wczasy zakładowe w Krynicy, imieniny u Pani Ali, na których może i brakowało łososia czy koktajlu z krewetek, ale za to Pan Czasio opowiadał takie pieprzne dowcipy, że wszystkim aż kapcie ze śmiechu spadały. „Oj, to były czasy!” – mówimy, wspominając jakieś tam „kiedyś” i zżymamy się, że dzisiaj to już nie to samo.

I racja. Ani ta rodzina, rozdzielona granicznym słupkiem, nie bezie trwała taka sama. Ani koledzy z blokowiska nie zamarynują się w jakimś wiecznotrwałym sosie, by zawsze na nas czekać na tej samej ławce. Ani przyjaciele nie zatrzymają się na nieruchomym progu Pod Studencką Niefrasobliwością, by wiecznie okupować te knajpy, te nocne rozmowy, te przyszłości mgliste a jasne.

I ani się obejrzeć, a smętnie zwisające nitki „stamtąd” zaczynają się czepiać nitek tutaj. Wiążą się, kłębią, niektóre splatają w pogmatwane supełki, inne luźno czekają, by naprężyć je kolejnym wspólnym wyjściem na obiad, do kina, wyjazdem na klify... Raz na jakiś czas nitka się zrywa, ucieka, zdmuchuje ją przeciąg przeprowadzki, zmiany pracy czy podmuch z silników odlatującego gdzieś dalej samolotu. Albo taka jedna nitka oplata, przyciąga, związuje się kokardką z naszą, aż w końcu w ambasadzie przybywa kolejny akt ślubu do wypisania, a może i przy okazji niech pani przygotuje też akt urodzenia...

I dryfuje sobie człowiek pod niebem wysokim, obcym, a trochę już swoim, a pod stopami coś się plącze, krzyżuje, napina – siatka relacji, związków, numerów telefonów, spotkań, wspólnych wypadów i proszonych kolacji, siatka kontaktów. Siatka miejsc, siatka języka. Siatka bezpieczeństwa.   

Z pozdrowieniami,

Anna Paś
Redaktor Naczelna
„Polski Express”

 

<Poprzednia   Następna>
 

Tysiące ofert pracy z całej Irlandii!
Najnowsze ogłoszenia
Kurier Polska - Irlandia - Polska
Usługi (23.11.2017)
Meble kuchenne
Sprzedam (21.11.2017)
Narożnik Calia
Sprzedam (21.11.2017)
Kurier Irlandia-Polska
Drobne (18.11.2017)
Poszukiwany kierowca w piekarni
Dam pracę (16.11.2017)


 
= Ogłoszenie ze zdjęciem
Ostatnio na forum:
1: ANKIETA - Odbiór mediów polonijnych w Irlandii by evelynkie
2: Odp:Szukam księgowej lub biura księgowego w Irlandii by orlabenson1
3: wymiana starej waluty na euro by arthrawn76
4: Jak wam się wiedzie? by bsos13
5: przedtreningówka dla żony by kwauuel
Wiadomości różne
Newsy: Biznes, IT
Mamy wysokie noty!

STRONA NA PIĄTKĘ! w Interia.pl
CZTERY GWIAZDKI! w Onet.pl
DOBRA STRONA! w Gwiazdor.pl