|
Politycy potrafią narzekać, że to ludzie niskich lotów i przyziemnych, materialnych ambicji porzucają ojczyste ziemie. Księża boją się, że emigranci na Zachodzie zatracą dziewiczość zwyczajów religijnych i odejdą od najwspanialszego z możliwych rodzajów katolicyzmu …polskiego. Psychologowie biją na alarm, widząc problemy rozerwanych więzi i połamanych związków. Właściciel cieknącego kranu nie może znaleźć przysłowiowego hydraulika. Zwerbowanie ekipy remontowej graniczy z cudem. A wszystko dlatego, że wyjechaliśmy.

Trudno traktować poważnie polityków. Zwykle po kampaniach wyborczych pozostaje świat pustych obietnic. Nawet zmian ordynacji wyborczej nie możemy się doczekać, tak aby nie było więcej gigantycznych wyspiarskich kolejek. Duchownych można uspokoić, wskazując, iż Zachód nie jest aż tak zgniły, a polski model katolicyzmu nie taki idealny. W refleksji psychologów wiele jest prawdy, ale także emigracja może być miejscem budowania, leczenia poszarpanych i toksycznych związków, zadzierzgniętych w rodzimych stronach, wyzbywania się kompleksów i urazów z dzieciństwa. Kran można kupić nowy, albo naprawi go ktoś z Ukrainy czy Chin. Podobnie ze skośnooką ekipą budowniczych stadionów czy mozolnym przedłużaniem autostrad. Może azjatycki pracoholizm znacznie w tym zbożnym dziele pomoże. A wszystko dzięki temu, że wyjechaliśmy. Z różnym nasyceniem i powagą można przyjmować powyższe stanowiska oraz medialne hasła. Jedno z nich obwieszcza falę wyjazdów z wysp. Żadne twarde dane demograficzne o dużej skali powrotu nie przekonują. Dalej w Irlandii rejestruje się miesięcznie więcej Polaków niż średnio w roku 2004. Umocnienie złotówki powoduje relatywnie mniejszą opłacalność zarobków na wyspach. To problem dla wyjazdów zarobkowych. Nie wszyscy emigrują jednak na krótko. Socjologowie wskazują, że po 2-3 latach od wyjazdu decydują się losy długości pobytu. Podejmowane są decyzje o długoterminowym osiedleniu w nowym miejscu. W Irlandii wszak mieszkać można nie tylko, dlatego że 1 euro to 3 czy 4 złotówki. Bardziej istotne jest łatwiejsze, przyjemniejsze, stabilniejsze życie na stałe. Emigracja nie jest wyrazem porażki, ani nie jest aż tak powszechna. Do innych światów wyjeżdżają odważni. Nie boją się zaryzykować, nie zgadzają się na złe traktowanie, niskie zarobki, brak perspektyw, choć czasem to jednak efekt desperacji. Nie znaczy to, że wyjeżdżają najlepsi, ale właśnie ci najbardziej przebojowi. Emigracja nie świadczy o nędzy kraju, który się opuszcza. Skoro ludzie wyjeżdżają, to dlatego, że chcą rozwoju, a nie stagnacji. W najgorszej kondycji są kraje, z których już nikt nie wyjeżdża. To głuche grobowce beznadziei. Profesor dużej prywatnej uczelni w Rzeszowie, ubolewa jednak, że stosunkowo mało studentów wyjeżdża na wymiany i staże. Wiele ofert zagranicznych uczelni pozostaje bez odzewu. Lęk przed nieznanym, nadmierne może przywiązanie do rodzinnych pieleszy gaszą zapał i szanse. Szkoda, bo wyjazd jest też szansą lepszego powrotu: z doświadczeniem, inspiracjami, szerszymi horyzontami. Kłopoty pojawiają się często tuż po wyjeździe lub przy próbie powrotu. Poradnie psychologiczne odwiedzają ludzie, którzy po wcale nienajgorszej pracy na Zachodzie wrócili do szarej polskiej rzeczywistości. Psycholog religii z Krakowa podkreśliła, że wyjazd nie eliminuje nierozwiązanych problemów rodzinnych. Pieniądze, choć ważne, nie nakarmią uczuć i miłości. Powierzchowna, zwyczajowa religijność nie zagwarantuje swobody ducha i otwarcia na drugiego człowieka. W zderzeniu z zawiścią sąsiadów, ciasnotą ograniczonych horyzontów rodziny, eksploatacją z rąk pracodawców można stracić siłę ducha. Nieraz jedynym ratunkiem jest ponowny wyjazd. Często jak dzieci siedzimy na emigracyjnej huśtawce. Dopóki nas bujają, jest dobrze. Niebezpieczne są momenty startu i zatrzymania. Łatwo spaść wtedy z krzesełka huśtawki albo otrzymać cios w głowę, kiedy nie zdążymy go odpowiednio się złapać przy wsiadaniu. Trudno też cały czas być w ruchu. Zamiast więc przechylać się z jednego świata w drugi, czas decydować, gdzie chcemy zostać bardziej na stałe. Bez decyzji będziemy dalej wędrowcami międzyświatów. Takim trudniej jest oswoić siebie i świat wokół. Marcin Lisak |