Panel logowania
logowanie
Dział download
pobierz
Linki
linki
Forum
forum
Publikuj własne teksty
publikuj
Galerie
galerie
Filmy
filmy
Kartki
kartki
Ogłoszenia
ogłoszenia
Pogoda
pogoda
Strony i blogi
strony/blogi
Poczta
poczta 15gb
REKLAMA / ADVERTISING
>>> OFERTY PRACY FAS
Tłumacz / Słownik PL~EN
Menu główne:
Strona główna
Wiadomości
Wydarzenia
Felietony, porady
Forum
Blogi
Dublin i Irlandia
Przed wyjazdem...
Do załatwienia
Praca
Oferty pracy FAS
Mieszkanie
Transport
Prawo jazdy
Ważne namiary
Partnerzy
Szukaj w serwisie
Zasady korzystania
O Portalu
Napisz do nas
Reklama / Advertising
Pomoc
Logowanie
Użytkownik

Hasło

Zapamiętaj
Przypomnienie hasła
Konto? Zarejestruj się!
Dodaj do ulubionych
 
 
Banner
Strona główna arrow Wiadomości arrow Wiadomości arrow Nie tylko dla morsów
Nie tylko dla morsów E-mail


Krok pierwszy: wcisnąć się w zimny kombinezon. Krok drugi: nie uciekać, kiedy wali się na ciebie trzymetrowa ściana lodowatej wody. Krok trzeci: uklęknąć na desce, wyprostować jedną nogę, drugą, złapać równowagę. I już surfujesz!

Jeśli zapytać przypadkowego przechodnia, z czym kojarzy mu się Irlandia, surfing raczej nie znajdzie się na szczycie listy wyspiarskich atrakcji. Klify, owce, muzykowanie w tradycyjnych pubach, od biedy jeszcze hurling czy wyścigi chartów. Ale żeby kąpać się w zimnym oceanie na północno-zachodnim wybrzeżu, a - co gorsza – robiąc to w wielkanocny poniedziałek, to już się przeciętnemu emigrantowi z piaszczystych plaż Bałtyku nie mieści w głowie. Tymczasem, panie i panowie, można, ba, mało chyba który sport daje taką frajdę jak pływanie na desce z plastikowej pianki w słonej i diabelnie niespokojnej wodzie!

Na wstępie krótkie nakreślenie tła: z uwagi na fakt, iż Irlandia to nie Hawaje, raczej nikt nie będzie od was oczekiwał paradowania w skąpym bikini ani prężenia opalonych na solarium bicepsów. Wystarczy, by adepci sztuki surfowania byli w miarę sprawni fizycznie i nie bali się wody – dobrze jest umieć pływać, choć instruktor na lekcjach dla początkujących najpewniej zabierze was głębokość nie większą niż do pasa. Zastrzeżenie drugie – kombinezony (tzw. wet suits) z ochronnej pianki obowiązkowe! Może i wygląda się w tym jak mało pociągający kosmita, lecz bez tego trening w wodzie o temperaturze zaledwie kilku stopni prędko zakończyłby się wychłodzeniem organizmu. Dlatego przed wyjściem na plażę – czapki, buty, rękawiczki – włóż! Wreszcie, uwaga numer trzy: doświadczony instruktor. I nie sugerujcie się bynajmniej jego urodą czy muskulaturą rodem z serialu ‘Baywatch’ – nie bez kozery surfing zaliczany jest do sportów ekstremalnych, a igranie z oceanem na własną rękę co roku kosztuje życie kilku śmiałków. Sprawdzonych szkół surfingu w Irlandii jest kilka, zwłaszcza te w miejscowościach Bundoran w Co. Donegal i Lahinch w Co. Clare cieszą się świetną renomą. Warto przed wyjazdem sprawdzić, czy instruktorzy są zrzeszeni w Irish Surfing Association. Koszt trzydniowego kursu: ok. 85-100 euro, wraz z wypożyczeniem sprzętu.

Miłe złego początki...

Pisze do mnie kolega: „Jakie masz plany na Wielkanoc – może surfing?”. Myślę, że chyba nie o zagłębianie się w odmęty Internetu mu chodzi, więc dalej, mnożą się w głowie pytania i wątpliwości: „A co z pisankami? a śniadanie przy wspólnym stole, zaimprowizowane z przysłanych z Polski paczek i smakołyków z polskich sklepów? a przyuczanie zaprzyjaźnionych Irlandczyków do naszej barbarzyńskiej tradycji śmigusa-dyngusa?”. Co prawda pieczenia bab wielkanocnych ni szynek w glazurze – przy całym moim kulinarnym kunszcie – nie planowałam, ale wizja moczenia się w odmętach lodowatych fal jakoś nijak współgra z wiosenną wizją świętowania, na czele z kurczaczkiem, baziami i błogim lenistwem, zagryzanym mazurkiem z lukrem. „Raz się żyje!” – przekonuję siebie w duchu i do całej wyprawy namawiam jeszcze trzy niewinne dusze. Jeśli mamy tam pomrzeć z zimna i zmęczenia, to przynajmniej w doborowym towarzystwie!

Droga z Dublina do Bundoran to prawie cztery godziny kluczenia przez kręte irlandzkie dróżki – jeśli kierować się drogą N3 na Ballyshannon – lub pokornego płynięcia z nurtem miejskich korków drogą N4 przez Sligo. W znacznej mierze dłużyznę podróży rekompensują piękne widoki: zielone pastwiska, owce, monumentalne góry czy przycinane jak od linijki lasy to Irlandia, jaką - mieszkając w Dublinie - oglądamy zwykle na pocztówkach. Wreszcie docieramy do Budoran, które okazuje się być większą wsią, rozciągniętą leniwie wzdłuż klifowego wybrzeża. Trzy kościoły, kilka pubów, supermarket niczym z poprzedniej epoki i chyba cztery salony gier, ulokowane przy głównej ulicy miasteczka. „Jeśli znudzi nam się surfing, zawsze możemy spróbować swoich sił w ruletkę” – stwierdzamy na pocieszenie i  - wzmocniwszy się tą myślą – umawiamy się z instruktorem na pierwszą lekcję następnego ranka. O, Neptunie, miej nas w swojej opiece!

Jak cię uderzy w plecy, wskakuj!

Prognoza pogody na ten dzień mówi jasno: deszcz, grad, wichury, zalecana ciepła herbatka, kapcie i drzwi zatrzaśnięte na cztery spusty. Ale cóż tam taki deszczyk dla nas, wilków morskich! Kiedy stoimy tak na plaży, przyodziani w kombinezony rodem z filmu ‘Star Trek’, przypominamy pewnie bardziej stado zmokłych wron, ale miny mamy tęgie a hart ducha godzien lepszej sprawy. Wreszcie, po krótkim wstępie teoretycznym, pada komenda: „Wiosłujemy!”. Wszyscy jak jeden mąż machamy ramionami, leżąc plackiem na niebieskich (bardziej wypornych – specjalnie dla początkujących) deskach, aż między zębami chrzęści piasek. Zapomniałam chyba dodać, że najważniejsza jest „sucha zaprawa”, więc wiosłujemy na piaszczystej plaży, zastanawiając się, czy surfing aby na pewno należy do grupy sportów wodnych...?

Dalej idzie już jak za płatka. Przynajmniej na etapie prób lądowych: „Kiedy poczujesz uderzenie fali na plecach, daj się jej chwilę ponieść, potem wskocz na kolana, postaw jedną nogę, za nią drugą, wyczuj równowagę i już płyniesz!” – instruuje nas Killian, który na pierwszy rzut oka urodził się chyba z deską pod pachą. „Ile lat potrzeba, by pływać jak ci goście z filmów...?” – zastanawia się. „Piętnaście!” – śmieje się nasz instruktor. Na pocieszenie dodaje jednak, że trenując w weekendy, można nauczyć się dobrze pływać na desce w trzy miesiące. Biorąc poprawkę na to, iż większość z nas pochodzi z południowo-zachodniej Polski, a z Dublina to jednak spory dystans do oceanu, dajemy sobie dwa lata. Optymiści.

Próba wody

Koniec żartów. Przed nami ocean, w którego zimne i słone odmęty mamy wejść z własnej i nieprzymuszonej woli... Pierwsze zaskoczenie: w piankowych kombinezonach wcale nie czuć zimna. Kiedy chwilę później z nieba leje deszcz, pomieszany chyba z gradem, na to uwagi nikt nie zwraca. Najważniejszą sprawą staje się, by podejść jak najbliżej fal, podpłynąć kawałek – „Wiosłuj! Wiosłuj!” – krzyczy instruktor – i próbować wejść na deskę oraz utrzymać się na niej jak najdłużej. W teorii – pestka. W praktyce – niech ktoś na chwilę wyłączy ten mechanizm falotwórczy, żeby można się było odpowiednio ustawić! Niestety, a może szczęśliwie, fale mkną jedna za drugą a członkowie naszej szkółki surfingowej usilnie próbują podnieść swoje statystyki pobytu „nad wodą” względem tych „w wodzie”. Po trzech godzinach treningu okazuje się jednak, że część z nas potrafi już posurfować ładnych kilka metrów, inni do perfekcji opanowali styl ‘knee-surfing’, czyli pierwszy etap wynurzenia z pływaniem na kolanach, wreszcie, oceanicznej wody napiliśmy się tyle, że jodu wystarczy nam chyba do kolejnej wizyty w Świnoujściu.

W siedzibie szkółki surfingowej, w której na rozgrzewkę raczymy się kawą i ciasteczkami, jeszcze dla pewności kontrolujemy, czy aby nie wyrosły nam błony pławne od tego moczenia się pod falą. Nie wyrosły. Za to mięśnie wołają o odpoczynek. A żołądki – o rybkę w portowej knajpce i gorącą whiskey na lepsze krążenie.

Czas surferów

Następnego dnia rano, kiedy z błogiego snu wyrywa mnie dźwięk budzika, okazuje się, że mięśnie mam tak obolałe, że ledwo mogę dosięgnąć jazgotliwego potwora. „Ale chyba nie zrezygnujesz dziś z pływania?” – „Ja, skądże!” – śmiejemy się, próbując zapiąć guziki swetra, podczas gdy ręce wciąż odmawiają współpracy. Nie czas jednak na ociąganie się – dziś Wielkanoc! Próżne okazały się moje dylematy: stół świąteczny, choć może z lekka awangardowo ustrojony rojami kurczaków, uginał się pod ciężarem smakołyków. Były jajeczka, życzenia, nawet sernik z polskiej cukierni stał na straży tradycji. Po śniadaniu każdy znika gdzieś na chwilę – czas zadzwonić do rodziców, do brata... „Nie martw się mamo, wcale nie jest zimno! (...) Nie, nie, nic nam się nie stanie. (...) Szkoda, że nie możesz mi przysłać trochę tego mazurka. (...) Smacznego jajka, wesołych Świąt!” – i już trzeba kończyć, wszak ocean czeka!

W wodzie prędko okazuje się, że bolące mięśnie wymagają tylko rozgrzewki i znów z zapałem mocujemy się z niebieskimi deskami, podpływamy pod najlepsze fale, wyskok, złapać równowagę... Udało się! I znowu! Ojej, jaka widowiskowa wywrotka! Po kolejnych trzech godzinach jesteśmy ledwo żywi. Ale okazuje się, że nauka nie poszła w las i każdy poczynił małe lub większe postępy. „Dziewczyny, jestem z nas taka dumna” – śmiejemy się, ja i dwie architektki, dla których przeskok zza biurka do zimnego oceanu okazał się mniejszym wyzwaniem, niż się spodziewałyśmy. Oczywiście panowie nie dają po sobie poznać, że są zmęczeni, ale taki wysiłek wszystkim nam dał się we znaki. Z drugiej jednak strony – okazuje się, że nauki surfingu spróbować może prawie każdy, kto nie boi się wody i ma ochotę na trochę szaleństwa. Bo poza obolałymi mięśniami, to świetna zabawa!    

Dzień trzeci budzi nas przepiękną pogodą – na szczęście nie sprawdziły się przewidywania meteorologów (zresztą, kto by się łudził, że w Irlandii można przewidzieć aurę, kiedy zmienia się ona trzy razy dziennie?!). Zatoka jest dziś idealna do surfowania – wiatr wieje od lądu, fale dochodzą do 3-4 metrów, świeci piękne słońce.

„Uważajcie tylko na wiry!” – ostrzega nas instruktor. Bo z oceanem nie ma żartów – w jednym miejscu możecie stać po kostki w wodzie, by za chwilę wpaść po pas we wzburzone silnymi prądami piaski. Dlatego warto surfować tam, gdzie będziecie pod okiem profesjonalistów. A fale są nieziemskie – wysokie na trzy metry, wściekle walą się masą zimnej wody. Pierwsza myśl: „głęboki wdech i jakoś to przeżyjemy!”. Myśl druga: „Kolejna fala jest moja!”.

Wiadomym jest, że po trzech dniach, spędzonych w szkółce dla początkujących, nikt raczej nie będzie potrafił surfować. Ale  - jeśli złapało się bakcyla – nadchodzące wiosenne weekendy będą dobrym pretekstem, by wciągać na siebie ten przyciasny kombinezon i mocować się z falami.

Irlandia jakiej nie znaliście

Historia surfingu w Irlandii jest bardzo młoda – mówi się, że pierwsi odważni pojawili się na wybrzeżu Co. Donegal i Co. Clare w latach 90-tych. Od tego czasu irlandzkie fale stopniowo zyskiwały sobie respekt deskarzy z całego świata – niepotwierdzona anegdota mówi, że w okolicach Galway notuje się wyższe fale, niż u wybrzeży Australii. Znawcy polecają irlandzkie wody do surfowania w okresie od września do maja. I może brakuje nieco upalnego słońca, za to rekiny u brzegów Irlandii też są. Na szczęście, najwidoczniej są wegetarianami.

Anna Paś

Polecane szkoły surfingu:

Turf’n’Surf Lodge
Instruktor: Killian :)
6 Bayview Tce, Bundoran, Co Donegal
Tel: 071 984 1091
Email:
www.turfnsurf.ie

Bundoran Surf Co
Main Street, Bundoran, Co.Donegal
Tel: 071 9841968 / 087 9572924
Email:
www.bundoransurfco.com

Lahinch Surf School
Tel: 065 7082061
Mob: 087 9609667
Email:
www.lahinchsurfschool.com

 

<Poprzednia   Następna>
 

Tysiące ofert pracy z całej Irlandii!
Najnowsze ogłoszenia
Stół Gucci
Sprzedam (16.01.2018)
Sprzatanie aparatamentow booking
Usługi (16.01.2018)
Kanapa Lisa
Sprzedam (09.01.2018)
Polskie Centrum Odszkodowań - Twój partner w każdym wypadku
Usługi (08.01.2018)
Kanapa Nevada
Sprzedam (02.01.2018)


 
= Ogłoszenie ze zdjęciem
Ostatnio na forum:
1: ANKIETA - Odbiór mediów polonijnych w Irlandii by evelynkie
2: Odp:Szukam księgowej lub biura księgowego w Irlandii by orlabenson1
3: wymiana starej waluty na euro by arthrawn76
4: Jak wam się wiedzie? by bsos13
5: przedtreningówka dla żony by kwauuel
Wiadomości różne
Newsy: Biznes, IT
Mamy wysokie noty!

STRONA NA PIĄTKĘ! w Interia.pl
CZTERY GWIAZDKI! w Onet.pl
DOBRA STRONA! w Gwiazdor.pl