Panel logowania
logowanie
Dział download
pobierz
Linki
linki
Forum
forum
Publikuj własne teksty
publikuj
Galerie
galerie
Filmy
filmy
Kartki
kartki
Ogłoszenia
ogłoszenia
Pogoda
pogoda
Strony i blogi
strony/blogi
Poczta
poczta 15gb
REKLAMA / ADVERTISING
>>> OFERTY PRACY FAS
Tłumacz / Słownik PL~EN
Menu główne:
Strona główna
Wiadomości
Wydarzenia
Felietony, porady
Forum
Blogi
Dublin i Irlandia
Przed wyjazdem...
Do załatwienia
Praca
Oferty pracy FAS
Mieszkanie
Transport
Prawo jazdy
Ważne namiary
Partnerzy
Szukaj w serwisie
Zasady korzystania
O Portalu
Napisz do nas
Reklama / Advertising
Pomoc
Logowanie
Użytkownik

Hasło

Zapamiętaj
Przypomnienie hasła
Konto? Zarejestruj się!
Dodaj do ulubionych
 
 
Banner
Strona główna arrow Wiadomości arrow Wiadomości arrow Wybraliśmy zmiany
Wybraliśmy zmiany E-mail


Dziewczynka stoi przed szybą wystawową kawiarni. Nieświadomym gestem oblizuje wargi, patrząc na słodkości – na co się zdecydować, na wuzetkę czy babeczkę z kremem? „Nie pękaj. Dokonaj wyboru” – mówi głos w tle. Organizacje pozarządowe tym i podobnymi spotami reklamowymi starały się zachęcić Polaków do głosowania. W Irlandii nikt nas nie kusił ciasteczkami czy przedwyborczą kiełbasą. Tym bardziej więc kilkusetmetrowe kolejki przed punktami wyborczymi w Dublinie, Cork i Limerick są świadectwem, iż młodzi Polacy za granicą są zdeterminowani i pewni, że Polsce zmiany są potrzebne. A ich kierunek najlepiej pokazują wyniki irlandzkich głosowań – ponad 76 procent głosów oddano na Platformę Obywatelską.

To, co wydarzyło się 21 października w Irlandii zaskoczyło wszystkich. Ambasador RP, dr Tadeusz Szumowski nie krył swojego podziwu dla postawy mieszkających na Zielonej Wyspie Polaków. W liście otwartym, pisał: „Niedzielne wybory zapamiętamy jako szczególny dzień. Takiej frekwencji nie było w Polsce od 1989 roku. Niezwykle budujące jest, że Polaków mieszających w Republice Irlandii zajmują sprawy kraju i czują się za nie odpowiedzialni. Aby zagłosować czekaliście Państwo w 3-4 godzinnych kolejkach i wykazaliście się niespotykaną cierpliwością a nawet poczuciem humoru. Za tę wyrozumiałość i poczucie obywatelskiego obowiązku należą się Państwu nasze najszczersze podziękowania. Jesteśmy zachwyceni Państwa entuzjazmem”. Oczywiście nie wszystko było takie różowe – kilkusetmetrowe kolejki, ścisk, brak czytelnej informacji, a przede wszystkim chaos organizacyjny, nie przydały sympatii pracownikom administracji. Pojawiły się oskarżenia o złamanie konstytucyjnego prawa do tajnych, powszechnych i równych wyborów, wśród kolejkowiczów usłyszeć można było utyskiwania na brak toalet i wydłużający się czas oczekiwania na możliwość oddania głosu, wielu  - widząc tłumy na Ailesbury Road – rezygnowało z udziału w wyborach w ogóle. I za to przepraszał też Ambasador Szumowski: „Staraliśmy się uczynić wszystko co w naszej mocy, aby umożliwić każdemu z Państwa oddanie głosu. Jeśli nie wszystkim się to udało lub zniechęciła Państwa długość kolejki, to bardzo przepraszamy”.

Mur Chiński i Ailesbury Road

Co było widoczne z kosmosu w nocy 21 października? Mur Chiński i kolejki do ambasady na Ailesbury Road w Dublinie – komórki znajomych i przyjaciół obiegł sms-owy żarcik. Rzeczywiście, widok tysięcy ludzi pod lokalami wyborczymi, budził emocje: od wzruszających skojarzeń z masowym zrywem Solidarności, przez ciepłe gesty sympatii i zainteresowania ze strony Irlandczyków, po powtarzane w najróżniejszych kombinacjach deklaracje, że „warto czekać w tej kolejce”.

W całej Irlandii do wyborów zarejestrowało się 21 333 osoby, co  - jeśli przyjmiemy szacunkowe dane, mówiące o 200 000 Polakach w Irlandii – da nam niemal 11procent uprawnionych do głosowania. Nie jest to wynik powalający. Z drugiej jednak strony, w liczącej cztery razy więcej rodaków Wielkiej Brytanii, zarejestrowało się ledwie 70 tysięcy wyborców. Do urn poszła ponad połowa z nich – w Dublinie, Cork i Limerick frekwencja wyniosła 65,4 procent. To dużo, zważywszy, że średnia frekwencja w Polsce, gdzie do głosowania wystarczyło zgłosić się wprost z ulicy, udział wzięło 53 procent obywateli.

Tej październikowej niedzieli usłyszeć można było jedno: jesteśmy tutaj, bo Polsce potrzebne są zmiany. Dlatego też często powtarzanym stwierdzeniem było: „nie głosuję za kimś, lecz przeciw komuś”. Nietrudno zgadnąć, wobec kogo emigranci na wyspach pokazali słynny gest Kozakiewicza – miażdżącą przewagę zyskała Platforma Obywatelska. W Irlandii było to 76,36 procent, w Wielkiej Brytanii – 77 procent. Nieco inaczej uplasowały się partie na drugim miejscu – na Zielonej Wyspie 10,37procent zyskało Prawo i Sprawiedliwość, podczas gdy emigracja brytyjska poparła LiS, oddając im 12 procent głosów. Niezależnie jednak od wyników drugiego miejsca, dysproporcja w oby krajach między liderami a przegranymi jest ogromna.

„Jedyną zasługą Kaczyńskich było zjednoczenie Polaków przeciw nim” – podśmiewano się pod ambasadą. Zapewne kryje się w tym jakaś prawda, skoro nawet premier stwierdził smutno: „Zmobilizowano młode pokolenie, bardzo młode, jeszcze nie bardzo chyba do czegoś aspirujące”. Myli się pan, panie premierze – stojący w tych kilkugodzinnych kolejkach Polacy (rzeczywiście, w większości młodzi, co najlepiej oddaje charakter tej emigracji) doskonale wiedzieli, po co marnują cenne godziny tej słonecznej niedzieli na wystawanie w kolejkach do jakiegoś urzędu. Oni, my wszyscy aspirujemy do bycia siłą, która nareszcie uwierzyła, że każdy głos jest ważny. Że mój sprzeciw coś znaczy. Że nie można traktować obywateli jak „ciemny lud”. Wreszcie, że demokracja to nie dyktatura większości – choćby była to nikła większość, złożona z tych, którym chciało się w ogóle iść do wyborów, a niekoniecznie reprezentatywna dla ogółu społeczeństwa – a poszanowanie godności i wolności mniejszości. Dlatego, co premierowi i jego ekipie tak dosadnie pokazali Polacy w Anglii, Irlandii, Francji, Hiszpanii i Australii, to pokolenie najwyraźniej nie zasnęło upojone eurokonsumpcją. Temu pokoleniu zależy, by mieć dokąd wracać oraz by nie musieli się więcej wstydzić za tego polskiego orła na paszporcie. To pokolenie, drogi Panie Kaczyński, chyba dojrzało do roli obywateli – cud, jaki po raz pierwszy zdarzył się w roku 1989, kiedy większość z nas roztrząsało dylematy z rodzaju tych z reklamowego spotu: wuzetka czy babeczka, berek czy dwa ognie, samochodzik czy lego, powtórzył się kilkanaście lat później.

Rewolucjoniści w polarach

„Długa kolejka uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi stoi na ulicy, rodziny z dziećmi, przyjaciele nawołujący się nawzajem, pary trzymające się za ręce. Nikomu nie przyszłoby jednak na myśl, że ten wesoły i uśmiechnięty tłum zebrał się tu żeby obalić rząd” – donosił w wyborczą niedzielę Jakub Poślednik z Limerick. Podobnie było w Cork, gdzie kolejka powoli a cierpliwie posuwała się do przodu. Choć większość deklarowała, że zagłosuje na PO – czy to dla wyboru „mniejszego zła”, czy z rzeczywistego poparcia ich liberalnego, jak na polskie warunki, programu, czy wreszcie, by dorzucić jeszcze jeden głos równoważący elektorat PiS-u – nie zabrakło też zwolenników poprzedniego rządu. Ci, którzy odważyli się w tej „platformerskiej” kolejce przyznać do swoich propisowskich sympatii, podkreślali zdecydowanie w zakresie zwalczania korupcji, rozliczanie niechlubnej przeszłości, twardą politykę zagraniczną. Ale zdarzały się też wystąpienia nieco bardziej emocjonalne, jak choćby jednej pani w Londynie, która do poparcia partii Kaczyńskich nawoływała, argumentując: „Tylko PiS może nas wyrwać z upokorzenia! Chce pani zmywać ubikacje u Anglików, chce się pani prostytuować jak większość Polek tutaj? Jak nie, to niech pani zagłosuje na PiS!” – przekonywała. Najwyraźniej jednak młodzi emigranci nie czują się upokorzeni pracą za granicą bardziej, niż wystąpieniami ministrów Ziobry, Fotygi czy Leppera, skoro wybrali inaczej. O ile więc o poprzednich wyborach mówiło się, że wygrała je „moherowa koalicja”, o tyle tegoroczne zdecydowanie zdominowały polary. Ciepłe, wygodne, wodoodporne. „Na szczęście dziś nie pada” – mówili ze śmiechem ubrani w nie Polacy w Irlandii, zapewniając jednocześnie, że gdyby nawet pogoda się popsuła, i tak będą stali do końca. A przynajmniej większość z nich.

Hołota, wykształciuchy, mordercy

„Wygraliśmy!” – słychać było w niedzielę późnym wieczorem, kiedy z Polski zaczęły napływać już pierwsze szacunki, a my wciąż staliśmy w kolejce pod ambasadą. Zwycięstwo PO, choć nieśmiało przewidywane, wciąż nie było jeszcze pewne. Wszak w poprzedniej kampanii wyborczej też przewodzili w sondażach, po czym w powyborczy poniedziałek większość, która nie poszła do urn „bo przecież wiadomo, kto wygra”, obudziła się z moralnym kacem.
Wygraliśmy, lecz wygrana ta ma bardzo gorzki posmak. Mam chyba prawo czuć się zdegustowana, kiedy po tych kilku kolejkowych godzinach, ktoś śmie mnie nazywać „warszawską hołotą”, bowiem to do stołecznego okręgu wyborczego trafiły moje głosy, które tak nie w smak były jednej zdenerwowanej działaczce PiS. Mogę też wyrazić moje oburzenie, kiedy zdmuchnięty z wyborczej sceny dotychczasowy premier nie dość, że nie potrafi przyjąć z godnością wyniku demokratycznych wyborów (o co sam tak głośno dopominał się jeszcze dwa lata temu, próbując znaleźć społeczną legitymizację dla swojego mniejszościowego zwycięstwa), to jeszcze porażkę wyborczą swojego rządu tłumaczy istnieniem „potężnego frontu”. Frontu, w skład którego wchodzi morderca księdza Popiełuszki, „Nie”, „Gazeta Wyborcza”, komercyjne telewizje, PO, LiD, a nawet bogu winna dziewczynka z reklamy na rzecz kampanii profrekwencyjnej. Wypraszam sobie, ale morderców się brzydzę, a wybór innej opcji politycznej wcale nie oznacza, że wrogie są mi wartości jak „prawo” i „sprawiedliwość”.

Premier, który mnie obraża, to stanowczo zbyt wiele – Polacy nie chcą być „wykształciuchami”, „moherami”, „łże-elitą”, stać tam gdzie kiedyś ZOMO czy być zaliczanym do takiego czy innego „układu”. Za taką więc zmianą jakościową głosowaliśmy też 21 października – by język publiczny nie epatował nienawiścią, by poziom agresji na scenie politycznej nie wykraczał poza normy przyzwoitości, żeby uprawiać dyskusję a nie obrzucać się inwektywami, by  - jak to się ładnie mówi – zwyciężać siłą argumentów, a nie argumentem siły. Takich zmian chcieliśmy tej niedzieli. 

Co rozdzielił, niech złączą

Odwołując się do pięknej solidarnościowej tradycji, Joanna Szczepkowska powiedziała znów, że „dziś skończyła się IV Rzeczypospolita”. Co nas dalej czeka? Po euforii i odkorkowaniu szampanów, przyszedł czas na realistyczną ocenę sytuacji. Wygrana Donalda Tuska i zapowiadana koalicja z PSL nie stanowią może konstelacji idealnej, ale dla wielu – lepszą. W tym też tkwi największe wyzwanie, ale i największa trudność nowego rządu: by sprostać wymaganiom tych, których połączył sprzeciw wobec dotychczasowej sytuacji w państwie. Są wśród nich i obudzeni z letargu intelektualiści, i wygnani „za chlebem” emigranci, i prounijni przedsiębiorcy, jak i odcinający się od rydzykowej wizji wiary katolicy. Bowiem patrząc z perspektywy czasu, twór zwany IV RP rzeczywiście zaistniał na ten krótki moment – kiedy społeczeństwo rozłamało się tak głęboko i wyraźnie, kiedy poruszono w Polakach stare nuty nienawiści i pogardy, uśpione od pokoleń, kiedy władza niebezpiecznie zaczęła definiować pojęcia „dobrych” i „złych” Polaków. Ale ta „czwarta erpe” pokazała też dosadnie, jak wielkie są pokłady ludzkiej frustracji, biedy, zmanipulowanej świadomości i niespełnionych oczekiwań do zagospodarowania.

Nikt dziś nie łudzi się, że ekipa Tuska i Pawlaka w ciągu kilku lat przemieni Polskę w drugą Irlandię, jak obiecywał nam szef PO podczas spotkania w Dublinie. Na szczęście wzrost gospodarczy utrzymuje się na stałym poziomie, prognozy makroekonomiczne dla naszego regionu są pomyślne a mądre decyzje polityków tylko mogą im pomóc. Usprawnienia w funkcjonowaniu urzędów i instytucji, zmiany w zakresie polityki fiskalnej, pomoc młodym przedsiębiorcom i zwiększenie zaangażowania Unii Europejskiej we współfinansowanie infrastruktury, rolnictwa, turystyki, kultury – to wszystko dziać się będzie poza błyskami fleszy i transmisjami z konferencji prasowych. „Normalności” – tego chcemy od politycznych liderów.

Anna Paś

Foto: Aro Szwonka 

Fotoreportaże, relacje, sondy uliczne – więcej czytaj w naszym serwisie WYBORY 2007 na www.polskiexpress.ie

 

<Poprzednia   Następna>
 

Tysiące ofert pracy z całej Irlandii!
Najnowsze ogłoszenia
Stół Gucci
Sprzedam (16.01.2018)
Sprzatanie aparatamentow booking
Usługi (16.01.2018)
Kanapa Lisa
Sprzedam (09.01.2018)
Polskie Centrum Odszkodowań - Twój partner w każdym wypadku
Usługi (08.01.2018)
Kanapa Nevada
Sprzedam (02.01.2018)


 
= Ogłoszenie ze zdjęciem
Ostatnio na forum:
1: ANKIETA - Odbiór mediów polonijnych w Irlandii by evelynkie
2: Odp:Szukam księgowej lub biura księgowego w Irlandii by orlabenson1
3: wymiana starej waluty na euro by arthrawn76
4: Jak wam się wiedzie? by bsos13
5: przedtreningówka dla żony by kwauuel
Wiadomości różne
Newsy: Biznes, IT
Mamy wysokie noty!

STRONA NA PIĄTKĘ! w Interia.pl
CZTERY GWIAZDKI! w Onet.pl
DOBRA STRONA! w Gwiazdor.pl